TWOJA SZKOŁA BIBLIJNA

Dla zainteresowanych Pismem Świętym

20 marca 2019

Piątkowe zamyślenia

Bezradność

A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. (Łk 9,30-31)

Odzienie Jezusa nie było „lśniąco białe”, kiedy uzdrawiał, wyrzucał złe duchy, rozmnażał chleb, zamieniał wodę w wino czy chodził po jeziorze. Wygląd Jego twarzy odmienił się, Jego szaty zalśniły i otoczyła Go Jego chwała wtedy, gdy modlił się na górze na osobności i rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem o tym, co ma wydarzyć się w Jerozolimie. O tym, jak zostanie opluty, ubiczowany, odziany w purpurę, a potem zupełnie z szat odarty. Jak zostanie całkiem odarty ze wszystkiego, z resztek ludzkiej godności. Rozmawiając o tym właśnie, ukazał się trójce najbliższych uczniów w pełni swojej chwały. Kiedy mówił z Mojżeszem i Eliaszem o tym, że Jego ciało spłynie krwią, wtedy Jego odzienie stało się lśniąco białe. Wygląd Jego twarzy odmienił się, gdy mówił o tym, że Jego twarz nieludzko się zmieni, opluta, obita, opuchnięta, zwieńczona koroną z cierni.
I my jesteśmy wobec tej Jego chwały bezradni. Jezusa, kiedy się modli i rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem, osłania obłok z nieba i On jakby już w tym obłoku pozostaje do czasu, aż wszystko się wypełni. Jakby oddzielony już od swoich uczniów i już poza ich zasięgiem. Kiedy Piotr mówi, że postawi Jezusowi namiot, albo że nie pozwoli, by spotkało Go coś złego, albo że nie wyprze się Go, nawet jeśli miałby przypłacić to życiem, to tak naprawdę jest całkowicie bezradny i niezdolny do działania. Jak się wkrótce okaże.
Jezus idzie do Jerozolimy po to, by dokonać tam tego, co dokonać zaplanował. By dokonać swego odejścia. Gdy to się ma już wkrótce wypełnić, głos z obłoku mówi: „To jest Mój Syn, Wybrany, Jego słuchajcie!” (Mt 9,35). Uczniowie nie mieli do odegrania żadnej roli w tym, co się miało wydarzyć, w Jezusa Pasji. Mieli tylko słuchać Bożego Syna. Byli całkowicie bezradni wobec zbawczego planu.
I my też, kiedy stajemy pod krzyżem, musimy w pierwszej kolejności uświadomić sobie własną bezradność. Wobec tak wielkiej miłości, i chwały, która objawia się na krzyżu. W Wielkim Poście musimy przyznać, że nie mamy żadnej mocy sprawczej, że jesteśmy tylko świadkami zbawienia, które się dokonuje. Możemy tylko przyglądać się Bożej chwale, która nam się objawia.
W tej naszej bezradności możemy odnaleźć miłość, którą i my też nosimy w sercu, do Boga i do innych ludzi. I od tej miłości możemy zacząć wszystko od nowa. Jak wtedy, gdy Jezus pytał Piotra nad jeziorem, o poranku, gdy wszystko już się wypełniło: „Czy mnie miłujesz”. W tym miejscu, od tego umiłowania, od nowa, zaczyna się moja rola.

 Joanna Czech

 

Okazje

Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? (Mt 26,40)

Czy zbawienie byłoby możliwe w inny sposób, bez krzyża, bez tej okrutnej męki, nieludzkich tortur, jakie musiał przejść Jezus? Bez tego kielicha, który musiał wypić?
Jedno jest pewne – zbawienie nie byłoby możliwe bez miłości. Gdyby Bóg nas nie kochał, każdego człowieka wyjątkowo, niepowtarzalnie i z osobna, to po co miałby szykować nam mieszkania w swoim domu, by mieć nas przy sobie na wieczność?
Bez Jego miłości zbawienie na pewno nie byłoby możliwe!
Dlaczego więc w tak drastyczny sposób? Dlaczego Syn Boży musiał umrzeć w męczarniach, byśmy my mieli życie?
Wydaje się, że Jezus Chrystus, Mesjasz, Syn Boży, Zbawiciel wszystkiego miał w nadmiarze: mógł uzdrawiać bez ograniczeń, gdy Mu przynoszono niezliczonych chorych; mógł rozmnażać chleb bez końca, dla tysięcy i tysięcy zgłodniałych pielgrzymów; mógł nauczać nieprzeliczone tłumy, aż po horyzont, i wszyscy słyszeli Jego głos. Tylko w jednym był ograniczony: miał jedno ziemskie życie, które można było zabić. Tylko to jedno człowiek był w stanie Mu odebrać, więc to jedno, jedyne, czego nie miał w nadmiarze, nam oddał.
Z miłości.
I mimo że to się działo dwa tysiące lat temu, to Jego ofiara z samego siebie wciąż jest żywa – w naszych sercach, w sercach wszystkich tych, którzy szczerze szukają swego Boga. I Jego miłości.
A Jezus daje nam codziennie wiele okazji, byśmy Jego miłości doświadczali, na różne sposoby. Jak w Getsemani taką okazję mieli Piotr i dwaj synowie Zebedeusza, by towarzyszyć Chrystusowi w Jego smutku i lęku, ten jeden jedyny raz, kiedy wydaje się, że okazał słabość. Tyle że z niej nie skorzystali. I już więcej ta sama okazja się nie powtórzyła. Było potem wiele innych, kiedy Jezus przychodził do nich i z nimi był, a oni szli za Nim. Ale ta szczególna modlitwa im umknęła. Bezpowrotnie.
Czy w naszym życiu nie chodzi przede wszystkim o to, by odkrywać Bożą miłość, by ją poznawać i kontemplować, i przez to stawać się pełnym człowiekiem, i mieć udział w szczęściu, którym jest sam Bóg? A tyle okazji bezpowrotnie tracę. Tyle okazji, by być blisko mojego Boga, twarzą w twarz, jak z przyjacielem.
Gdy Syn człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swym tronie pełnym chwały i powie do mnie:

Bo byłem głodny
byłem spragniony
byłem przybyszem
byłem nagi
byłem chory
byłem w więzieniu
(Mt 25,31-36).

Czy wiem, o czym On mówi? Czy poznaję Go z tej strony? Czy na tyle blisko jestem Pana, by nie bać się Jego słabości? By zrozumieć, że właśnie w ten sposób okazuje moc swojej miłości?
On mi daje codziennie tyle okazji, bym Go poznawał jak najbliżej. Również z tej Jego bezbronnej strony. Abym i ja, w mojej słabości i bezbronności, mógł przyjąć całą potęgę Jego nieskończonej miłości.

Joanna Czech

 

Trud

Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił (Łk 5,10).

Bycie rybakiem to z całą pewnością nie jest praca za biurkiem! To ciężka, fizyczna harówka, niezbyt wdzięczna i pewnie nie zawsze satysfakcjonująca. Często pewnie jest tak, jak mówi Szymon Jezusowi: „całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili” (Łk 5,5).
Czego więc można się spodziewać po „łowieniu” ludzi? To też na pewno nie będzie lekkie, łatwe i przyjemne zajęcie.
Kiedy ktoś pierwszy raz poznaje Jezusa, i się w Nim zakochuje, to cały świat wokół niego śpiewa radosne pieśni. Ale przychodzi taki czas, kiedy już jestem na to gotowy, że On mówi do mnie: „weź swój krzyż i chodź za Mną”. I wtedy zaczyna się „połów”. Ciężka, żmudna praca, szara codzienność, zmęczenie, samotność, brak satysfakcji.
Mi się może wydawać, że w moim trudzie każdego dnia nie ma żadnego sensu, bo JA nie doznaję przyjemności. Ale przecież Jezus uprzedzał. Nie mówił: Choć, poskaczemy sobie po zielonych pastwiskach (w każdym razie jeszcze nie teraz). Ale powiedział: Chodź, idziemy łowić ludzi.
A podczas takiej ciężkiej, fizycznej pracy nie ma miejsca za bardzo na okazywanie sobie względów i czułości. Za to bardzo ważne jest wzajemne zaufanie i świadomość, że jeden może na drugim polegać. I to nie jest tak, jak mi się może wydawać, że moja przyjaźń z Jezusem osłabła, wygasła, bo już nie odczuwam takich przyjemnych wzruszeń, jak kiedyś. Wręcz przeciwnie: On już mi na tyle ufa, na tyle dobrze mnie zna, na tyle wie, że może na mnie polegać, że mnie bierze na swojego „wspólnika”.
Kiedy sieci Szymona zaczęły się rwać od nadmiaru ryb, wtedy jego wspólnicy natychmiast ruszyli z pomocą. I to jest przyjaźń o wiele głębsza, o wiele pewniejsza, o wiele piękniejsza niż tylko wtedy, gdy przyjaciele są ze sobą dla samej przyjemności.
Popatrz na Jezusa na krzyżu. Może w tej chwili to On bardziej Ciebie potrzebuje niż Ty Jego.
W Wielkim Poście odmawiamy sobie różnych rzeczy. I to nie jest tylko sztuka dla sztuki. Chodzi też o to, że bardzo uwalniające jest, kiedy przestaję myśleć tylko o sobie, w pierwszej kolejności o własnych potrzebach. Kiedy mi się wydaje, że bez czegoś nie mogę żyć, a potem jednak się okazuje, że owszem, mogę, i że nawet jest mi z tym bardzo dobrze. Zawsze, kiedy czegoś brakuje, człowiek zaczyna się rozglądać za czymś innym, co może to zastąpić. A w Wielkim Poście na pierwszy plan wysuwa się krzyż. A na krzyżu Syn Boży. Więc może to na Nim zatrzyma się mój wzrok. Może inaczej spojrzę na moją przyjaźń z Nim. Nie z perspektywy, co On mi może dać, ale co możemy RAZEM zrobić. On i ja.
A On mówi do mnie z tego krzyża, jak kiedyś do Szymona: „Nie bój się!”.

Joanna Czech

Zobacz

 

Słówko na dziś

j. grecki
ἐκεῖ tam (ekei)

j. hebrajski
rwOBGI potężny (gibbor)

 

Artykuły

» więcej artykułów

Szkoła Biblijna Archidiecezji Gdańskiej

Zajęcia we wtorki:
Gdańskie Archidiecezjalne Kolegium Teologiczne (aula)
ul. Armii Krajowej 46
81-365 Gdynia

Zajęcia w środy:
Wydział filologiczno-historyczny Uniwersytetu Gdańskiego (aula)
ul. Wita Stwosza 55
80-952 Gdańsk

Telefon

+48 507 923 209

E-mail

kontakt@szkolabiblijna.gda.pl

Numer konta:

SANTANDER
17 1090 1102 0000 0001 3465 7428

W tytule przelewu prosimy podać:
Imię i nazwisko z dopiskiem Szkoła Biblijna
Koszt: 120 zł / semestr

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
62 0.14470314979553