TWOJA SZKOŁA BIBLIJNA

Dla zainteresowanych Pismem Świętym

20 października 2019

Oddychanie Słowem

Genealogie

Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem (Mt 1,16)

Zdarzyło mi się niedawno uczestniczyć jako tłumacz w przesłuchaniu pewnego Amerykanina. Miał on na początku podać do protokołu imię ojca. Zaskoczony, dłuższą chwilę szukał w pamięci, jak to też miał na imię ten jego ojciec. Dziwne, prawda? Wydawałoby się, że znajomość imion rodziców jest absolutnym minimum wiedzy o swoich przodkach. Ale co kraj, to obyczaj... Choć można też zauważyć rozwijającą się modę na odszukiwanie własnych korzeni, własnej tożsamości, korzystając ze współczesnych technologii, takich jak badania genetyczne czy chociażby tworzenie drzew genealogicznych za pomocą specjalnych programów internetowych. Dzisiaj jest to o wiele łatwiejsze niż kiedyś.
W starożytności genealogie również były popularne, choć miały inną postać i cel niż nasze „drzewa”. Mogły one stanowić pierwszą próbę zapamiętania i przekazania kolejnym pokoleniom historii danego narodu. Nie obejmowały wszystkich członków rodziny, a jedynie przedstawiały liniowo imiona ojców, którzy „zradzali” kolejnych synów.  Taka liniowa genealogia jest zawarta w Rdz 5, gdzie wymieniono poszczególne pokolenia od Adama do Noego wraz z podaniem liczby lat przeżytych przez każdego z mężów. Nieco bardziej rozbudowany jest rodowód w Rdz 10 – tzw. tablica narodów – który podaje dzieje rodów wywodzących się od trzech synów Noego, praprzodków całej ludzkości.
W księgach Starego Testamentu napotykamy liczne genealogie narodu wybranego, które nie zawsze ściśle się ze sobą pokrywają. Zdarza się, że biblijne rodowody pomijają niektóre pokolenia. W tych spisach nie chodziło tyle o wierne zachowanie w pamięci wszystkich przodków, co raczej o wykazanie ciągłości na przykład linii królewskiej lub kapłańskiej. W Izraelu kapłanami mogli być tylko potomkowie Lewiego.  Po powrocie z niewoli babilońskiej mężczyźni, którzy nie byli w stanie wykazać czystości swego kapłańskiego pochodzenia, byli wykluczani ze stanu kapłańskiego. Genealogie okazywały się też przydatne przy okazji roku jubileuszowego, kiedy anulowano wszystkie długi. Jeśli więc ktoś oddał w zastaw ziemię i chciał ją odzyskać przy okazji jubileuszowej dyspensy, musiał udowodnić na podstawie rodowodu, że wywodzi się z rodu, któremu dane terytorium zostało przyznane przy podziale Kanaanu po zdobyciu go przez Izraelitów. Oczywiście genealogie nie były używane jedynie przez Izraelitów, ale również przez inne, współczesne im ludy, które w ten sposób prowadziły dokumentację swoich rodów królewskich. W Egipcie na przykład rodowody służyły też jako „podstawa opodatkowania”, dlatego czasem uważano za stosowne pominąć tego czy owego znamienitszego przodka, żeby podatek był mniejszy.
Niektóre starożytne genealogie zamiast imion poszczególnych osób mogą podawać nazwy rodzin, plemion, narodów a nawet krain zamieszkiwanych przez daną społeczność, w ten sposób przekazując większą historię, wykraczającą poza dzieje konkretnego rodu. Rodowody mogły też być narzędziem narracji literackiej i np. zawierać tę samą liczbę pokoleń pomiędzy szczególnie ważnymi postaciami (np. 10 pokoleń od Adama do Noego i 10 pokoleń od Noego do Abrahama).  W Biblii genealogie występują nie tylko w Starym Testamencie, ale też w Ewangelii (znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii wg. św. Mateusza i Łukasza zostało bardzo ciekawie wyjaśnione w nowym numerze Galilei, który ukaże się już niebawem). Dla nas mogą się wydawać nudne i niewiele mówiące, ale dla Żydów współczesnych autorowi Ewangelii były bardzo czytelnym „kodem”: jasno dowodziły, że w Jezusie zawiera się i wypełnia cała historia Izraela i spełniają się proroctwa o Mesjaszu. Każde imię w rodowodzie Jezusa dla Żydów znających Pisma było oddzielnym i wymownym symbolem.
Bardzo dobrze można to sobie wyobrazić na prostym przykładzie: Kiedy czytamy historię rodu obcej, obojętnej nam osoby, to poszczególne imiona nic dla nas nie znaczą. Ale kiedy przyglądamy się swojej własnej genealogii, to każdy przodek stanowi oddzielną historię, która napawa nas dumą i powoduje wzruszenie i radość, że do tak znamienitej rodziny należymy. Podobnie pierwsi uczniowie Jezusa, słuchając odczytywanego uroczyście Jego rodowodu, musieli odczuwać podniosłość wydarzeń, które stały się ich udziałem i radość z tego, że też należą do „wybranej rodziny” i są częścią historii, która zmienia postać całego świata.
Żydowscy nauczyciele twierdzili, że genealogie są dowodem Bożej wierności. Niektórzy uważali nawet, że wszystkie małżeństwa i „zrodzenia” w historii naszych przodków są większym cudem niż przejście przez Morze Czerwone: jestem tym, kim jestem, ponieważ Bóg mnie takim zaplanował na wiele pokoleń wstecz, na długo zanim powstał świat.

Joanna Czech

 

Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil. (Łk 1,3)

Czasem rodzic pisze list do dziecka o sprawach, których ono jeszcze na razie nie jest w stanie zrozumieć, do których musi dojrzeć. Rodzic o tym wie i z wielką troską i czułością dobiera słowa, kochając dziecko teraz i w przyszłości, kiedy będzie ten list czytać. Trochę podobnie jest ze słowem Bożym, które Ojciec pisze do nas, z troską i czułością, czekając, aż pewnego dnia odkryjemy Jego list. Słowo Boże, już odkryte, staje się relacją między Bogiem a mną, inną każdego dnia. W takim sensie ja też, po części, jestem jego współautorem, sprawiając, że słowo Boże staje się w moim życiu, każdego dnia na nowo i inaczej. I po części ja też staję się tym słowem. Może dlatego tak lubimy słuchać wykładów biblijnych, że one są o nas samych. Kiedy ktoś opowiada o Biblii, to opowiada też o tym, kim ja jestem, o słowie Bożym, które indywidualnie ożywa we mnie, stając się częścią mnie samego, bez której po pewnym czasie już nie wyobrażam sobie życia.
Ale są też jeszcze autorzy, którym przypadło w udziale spisanie poszczególnych ksiąg Pisma Świętego, tej tradycji, która w przypadku Pierwszego Przymierza była przekazywana ustnie przez pokolenia, a w przypadku Ewangelii – głoszona przez bezpośrednich świadków.
Imiona czterech Ewangelistów utrwaliły się już w bardzo wczesnej tradycji chrześcijańskiej – same Ewangelie nie zostały podpisane przez ich autorów. Jeśli chodzi o kolejność powstawania Ewangelii kanonicznych, to dzisiaj badacze uważają, że pierwsza światło dzienne ujrzała Ewangelia wg św. Marka: jest ona najkrótsza i napisana nieco „kulejącą” greką. Marek spisał Ewangelię „pod dyktando” św. Piotra, którego był uczniem i towarzyszem. Pozostali dwaj synoptycy, Mateusz i Łukasz, pisząc swoje „wersje” Ewangelii, polegali w dużej mierze na Piotrowym świadectwie zawartym w pierwszej Ewangelii, rozbudowując tę historię (obie Ewangelie są dwukrotnie dłuższe od Markowej) i nieco „poprawiając” stylistycznie.
O powstaniu dwóch pierwszych Ewangelii dowiadujemy się od żyjącego na przełomie I i II w. św. Papiasza, który wspomina o Marku i Mateuszu w swoim dziele Kyriakon logion exegesis. Święty ten był też przyczyną pewnego zamieszania co do chronologii powstawania Ewangelii. Stwierdził on, że na początku o Jezusie napisał Mateusz, i to po hebrajsku. Uznano więc, że pierwsza była Ewangelia wg św. Mateusza, spisana po hebrajsku i że hebrajski oryginał, przetłumaczony później na grekę, bezpowrotnie zaginął. Dziś jednak badacze uważają, że Papiaszowi chodził o inne dzieło Mateusza: że zanim jeszcze powstała pierwsza Ewangelia, spisał on po hebrajsku słowa (loggia) Jezusa. Następnie Marek napisał po grecku Ewangelię, która zyskała „popularność” wśród chrześcijan w I. wieku, a dopiero później Mateusz, korzystając z wcześniejszych loggiów i relacji św. Piotra spisanej przez Marka, napisał swoją Ewangelię – już od razu po grecku. Do Ewangelii Mateusza bardzo chętnie sięgali Ojcowie Kościoła w II w.
Mateusz sam był uczniem Jezusa, a jednak pisząc o Nim, polegał nie tylko na własnej pamięci, ale też na przekazanym przez Marka (który nie był jednym z Dwunastu) świadectwie Piotra. Dowodzi to, jak wielkim autorytetem musiał cieszyć się Wielki Rybak wśród wyznawców Chrystusa, ale też, że Mateuszowi nie zależało na tym, by „zaistnieć” jako uczeń Jezusa, który może miał jakieś lepsze źródła, który może wiedział o Jezusie to, czego nie wiedział św. Piotr. Autorom Ewangelii chodziło o jak najwierniejsze przekazanie świadectwa o życiu i nauce Mesjasza, nie o to, by samym przy okazji zyskać sławę.
Następny w kolejności Ewangelista Łukasz również nie tworzy własnej wersji wydarzeń (choć, jak sam wspomina na początku, „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas” (Łk 1,1)). Jemu również nie zależy, by zabłysnąć jako autor Ewangelii, ale „abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono” (1,4). Pokazuje to, jak ważna dla pierwotnego Kościoła była pamięć o Jezusie i jak wielką wagę przykładano do tego, by jak najwierniej zachować i przekazać kolejnym pokoleniom Jego naukę: taką, jaka ona była naprawdę, bez upiększeń, bez rozbudowywania historii w miarę upływu lat (jak na przykład czynią to tzw. ewangelie apokryficzne).
Każda z czterech Ewangelii powstała w konkretnym kontekście historycznym (zburzenie Świątyni Jerozolimskiej, prześladowania pierwszych chrześcijan) i jest skierowana do konkretnej grupy odbiorców (Mateusza do Żydów, pozostałe do chrześcijan wywodzących się z pogan), każda ma też swoje indywidualne cechy (rabiniczna retoryka Mateusza, sekret mesjański Marka, intymność Jana), ale wszystkie przekazują tę samą prawdę i wzajemnie się uzupełniają. 

Joanna Czech

 

To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. (Mt 13,34)

Gdyby Jezus przyszedł na świat dzisiaj, na pewno używałby innych środków przekazu niż 2 tysiące lat temu w Palestynie. Raczej nie chodziłby, jak wtedy, od miejscowości do miejscowości, bo trudno sobie wyobrazić, żeby ludzie nam współcześni – my sami – podążali za Nim tłumnie wszędzie tam, dokąd by się udawał, by słuchać Jego nauki.
Dwa tysiące lat temu w Palestynie w zasadzie jedynym, szeroko dostępnym środkiem przekazu było słowo mówione. Dlatego Jezus mówi bezpośrednio do swoich uczniów i do tłumów, przyzwyczajonych do słuchania i zapamiętywania tego, co usłyszeli.
Można powiedzieć, że w swoich mowach Jezus stosuje pewne techniki, by osiągnąć zamierzony cel: zaciekawić, zaintrygować, zmusić do myślenia. Często używa jaskrawych kontrastów, nieoczekiwanych porównań, obrazowych hiperboli, retorycznych pytań; wszystko po to, by „obudzić” słuchaczy, by Jego słowa nie wpadły jednym uchem i wypadły drugim, ale by zostały w sercu i głowie, nie dając spokoju i każąc szukać zrozumienia.
Jezus mówi do tłumów „w przypowieściach”. Greckie słowo parabole oznacza porównanie lub analogię. Hebrajskim odpowiednikiem tego terminu jest mashal, co można przetłumaczyć jako przysłowie, zagadkę, porównanie lub powiedzenie mędrca. Takie opowieści pojawiają się w wielu starożytnych kulturach, gdzie często mają charakter baśniowy. Są też obecne w tradycji żydowskiej, również w księgach Starego Testamentu, przy czym – w odróżnieniu od innych tradycji – bohaterami hebrajskich przypowieści są ludzie. Przypowieściami posługiwali się też rabini. Jezus w swoich historiach używa podobnych wzorów i czasem wykorzystuje „gotowe”, znane już schematy. Jego przypowieści wyróżniają się jednak tym, że, po pierwsze, są skierowane do „niewykształconych” słuchaczy: rolników i rybaków z Galilei, a po drugie, podważają tradycyjne wartości religijne, i to czasem w dość szokujący sposób.
Jezus często używa obrazów rolniczych, ale być może rolnicy, słuchając Go, mogliby uznać, że zupełnie nie zna się na uprawie ziemi czy hodowli zwierząt. Który pasterz, na przykład, rzeczywiście zostawiłby całe stado bez opieki, by szukać jednej zgubionej owcy, która prawdopodobnie już dawno została pożarta przez dzikie zwierzęta lub połamała sobie nogi? Być może dla słuchaczy przypowieści Jezusa były prowokacyjne, ale czy Jemu nie chodziło właśnie o to?
W Nowym Testamencie nikt oprócz Jezusa nie posługuje się przypowieściami. Badacze Pisma Świętego uważają to za dowód na ich autentyczność: Jezus musiał rzeczywiście sam je opowiadać, bo komu później przyszłoby do głowy „wkładać” w Jego usta historie, jakich nie było w innych pismach. Niektórzy naukowcy twierdzą z kolei, że interpretacje przypowieści nie pochodzą od Jezusa, ale są późniejszym dodatkiem. To jednak też wydaje się mało prawdopodobne: w starożytnych źródłach przypowieściom zazwyczaj towarzyszy ich wyjaśnienie, gdyż inaczej pozostałyby niezrozumiałe i do niczego by nie służyły. Jezus często tłumaczy swoje przypowieści na osobności uczniom. My dzisiaj już wiemy, że aby zrozumieć Jezusa, nie wystarczy pozostawać gdzieś daleko, „w tłumie”, ale trzeba podejść jak najbliżej, usiąść u Jego stóp, wśród najbliższych uczniów, i nauczyć się Go słuchać i – słyszeć.
Jezus sam niczego nie napisał – oprócz kilku słów na piasku pewnego razu. Historia Jego życia i Jego nauka też pierwotnie były powtarzane ustnie przez bezpośrednich świadków. Kiedy później – w 2. połowie I w. – powstały spisane Ewangelie, to na początku też głównie ich słuchano: raz, że księgi (wtedy jeszcze zwoje) były bardzo drogie, a poza tym mało kto umiał czytać. Ewangelię odczytywano więc podczas spotkań pierwszego Kościoła, zapewne w prywatnych domach chrześcijan, gdyż nie było jeszcze specjalnych świątyń. Już w drugim wieku na zgromadzeniach uczniów Jezusa oprócz ksiąg Pierwszego Przymierza  czytano też pisma, które później weszły do kanonu Nowego Testamentu. Ewangelia miała więc na początku nie tyle czytelników, co słuchaczy. Jej pierwsze „egzemplarze” zapisywały się w umysłach przyzwyczajonych do słuchania i zapamiętywania całych opowieści. Takie „księgi” nic nie kosztowały, a jednocześnie były bezcenne! Możemy się w tym względzie wiele nauczyć od pierwszych chrześcijan.
(na podstawie Cultural Backgrounds, Study Bible, Bringing to Life the Ancient World of Scripture)

Joanna Czech

 

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym (Mk 1,1)

Ewangelia o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym jest jedyna w swoim rodzaju i nieporównywalna do żadnej innej księgi. A jednak – jako gatunek literacki – w pewnym sensie przypomina dzieła biograficzne, które powstały w podobnym okresie. Autorzy Ewangelii musieli przecież posługiwać się pewnymi konwencjami, by być zrozumiałymi dla adresatów. Być może typowe cechy biografii z tamtego czasu jeszcze bardziej uwiarygodniają autentyczność Ewangelii kanonicznych, na przykład w porównaniu do tekstów apokryficznych czy gnostyckich, które powstały o wiele później i według innych schematów literackich (gdyby ktoś jeszcze takiego uwiarygodnienia potrzebował).
W starożytności często upamiętniano życie ważnych postaci z nieodległej przeszłości w formie biografii. Różniły się one jednak znacznie od tego, co współcześnie rozumiemy pod tym pojęciem. Przede wszystkim były dużo krótsze niż znane nam powieści biograficzne – mniej więcej podobnej długości jak Ewangelie. Po drugie nie musiały zaczynać się od dzieciństwa bohatera i niekoniecznie były ułożone w porządku chronologicznym. Autorzy biografii układali materiał tematycznie, według obranego przez siebie schematu (np. z podziałem na mowy, dzieła, podróże, dokonane cuda itp.), stąd nie powinna nas dziwić odmienna kolejność wydarzeń u poszczególnych Ewangelistów.
Zadaniem biografii było nie tylko opisanie życia bohatera, ale też przekazanie pewnej moralnej lekcji. Biografowie opierali się jednak na faktach i wystrzegali „naciągania” rzeczywistości do osiągnięcia zamierzonego celu. Od biografów, podobnie jak od historyków, wymagano rzetelności. Pisząc o bohaterach z dalekiej przeszłości, zastrzegali więc, że pewne informacje mogą być jedynie legendą. Jeśli jednak biografia dotyczyła osoby, która żyła w ostatnich kilkudziesięciu latach i wciąż pozostawała w żywej pamięci świadków, było wystarczająco dużo źródeł pewnych i wiarygodnych informacji. Starożytne biografie były więc zdecydowanie literaturą faktu, nie fikcji. Możemy się więc spodziewać tego samego po Ewangeliach: nie ma powodu, by ich autorzy próbowali łamać konwencje i dodawać do biografii swojego Mistrza niesprawdzone czy mało prawdopodobne informacje.
Starożytni historycy, w tym również biografowie, tworzyli swoje dzieła z poczuciem moralnej odpowiedzialności. Opisywane przez nich wydarzenia miały być dla czytelników lekcją, jak należy postępować, a czego unikać. Podobnie Ewangelie zawierają teologiczne przesłanie, które może i powinno wywierać wpływ na życie tych, którzy je czytają.
Oczywiście Ewangelie w pierwszej kolejności dotyczą Osoby Jezusa. W starożytności powinnością uczniów było opowiadanie o mistrzu, powtarzanie jego nauki, wspominanie jego dokonań. Apostołowie i pozostali uczniowie Jezusa nie różnili się w tym zbytnio od naśladowców innych nauczycieli w tamtych czasach. Taki był zwyczaj, by zachować pamięć o wybitnej osobie, i dzięki temu uczniowie Jezusa też wiedzieli, co mają robić, by pamięć o Mesjaszu przetrwała.
(na podstawie Cultural Backgrounds, Study Bible, Bringing to Life the Ancient World of Scripture)

Joanna Czech

 

Szymon odpowiedział: «Przypuszczam, że ten, któremu więcej darował» (Łk 7,43)

Znamy doskonale scenę z domu faryzeusza Szymona, kiedy do Jezusa przychodzi kobieta, „która prowadziła w mieście życie grzeszne”. Kobieta ta, nieznana z imienia, reaguje całą swoją osobą na Osobę Boga-Człowieka. Dla odmiany faryzeusz, którego imię znamy, zachowuje rezerwę i chłód w stosunku do Syna Bożego. Gdy Jezus zadaje mu pytanie o to, co jest najważniejsze w życiu, ten – nie rezygnując z faryzejskiej postawy – odpowiada: „przypuszczam”. Żeby nie było, że przyznaje Jezusowi rację, czy że daje Mu się za sobą pociągnąć, czy że Jezus otwiera w jego sercu jakieś zabarykadowane drzwi.
Szymon chyba nigdy nie żył naprawdę: nie kochał aż do cierpienia, nie upadł aż do bólu, nie pozwolił sobie na luksus przyjęcia przebaczenia grzechów. Bo zdanie wypowiedziane przez współbiesiadników: «Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?» można odczytać jako: „Kim On jest, że śmie oskarżać mnie o błędy?”.
Szymon nie żył nigdy naprawdę. Zawsze był tylko faryzeuszem – rolą, którą przyjął, nie dzieckiem Bożym, którym stworzył go Bóg na swój obraz i podobieństwo, z miłości.
Kiedy czytamy Pismo Święte, to pewnie czasem zastanawiamy się, czy Słowo Boże nie wymieszało się trochę ze słowem ludzkim: bo może jakieś niekonsekwencje, bo historie trudne do zrozumienia. Ale to właśnie „podwójne autorstwo” Biblii uświadamia nam, że Bóg nas stworzył, kochanymi i chcianymi, i w pełni nas akceptuje takimi, jakimi jesteśmy, ze wszystkimi naszymi słabościami. I że nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych, ale do nas przychodzi i się objawia w taki sposób, w jaki jesteśmy w stanie Go zrozumieć.
Studiowanie historycznego, geograficznego, kulturowego i socjologicznego kontekstu biblijnego pomaga nam lepiej zrozumieć i docenić piękno relacji, jaką Bóg nawiązuje z człowiekiem od stworzenia świata, i jaką człowiek podejmuje, wciąż i wciąż, niezależnie od tego, gdzie i kiedy się znajduje. Pismo Święte zostało spisane pod natchnieniem Ducha Świętego przez ludzi pełnych pasji, którzy, stojąc przed Bogiem, nie „przypuszczają”, ale kochają całym sercem, całym umysłem, całą wolą i ze wszystkich sił. Którzy nie trzymają Boga na dystans, ale przyjmują z radością do swojego życia, nie zastanawiając się nad możliwymi konsekwencjami. Nie próbują znaleźć furtki, jak by tu uciec od Boga, który mówi: „Pójdź za mną”, „zostaw wszystko, co masz” i „nie lękaj się”, ale natychmiast, „z pośpiechem” wstają i idą. Co nie znaczy, że nagle stają się idealni i bez wad, ale rozpromieniają się Bożą miłością, która wypełnia ich serce. Używając dostępnych im narzędzi i korzystając z pojęć, jakie rozumieją oni sami i ich czytelnicy, próbują opowiedzieć – całemu światu – jak wspaniały jest Bóg.
Kiedy już trochę zaprzyjaźnimy się z Biblią, zapragniemy pewnie sięgnąć nieco głębiej, poznać historię powstania jej poszczególnych ksiąg. Proponuję w tym roku zgłębiać jej kontekst na podstawie publikacji Cultural Backgrounds, Study Bible, Bringing to Life the Ancient World of Scripture. Niech ta wiedza rozpala nasze umysły i serca, byśmy nie „przypuszczali”, jak faryzeusz Szymon, ale byśmy wiedzieli, na sto procent, że tu jest Bóg!
Zapraszam do wspólnej podróży!

Joanna Czech

Zobacz

 

Słówko na dziś

j. grecki
ἀλήθεια prawda (aleteja)

j. hebrajski
ryvi pieśń (szir)

 

Artykuły

» więcej artykułów

Szkoła Biblijna Archidiecezji Gdańskiej

Zajęcia we wtorki:
Gdańskie Archidiecezjalne Kolegium Teologiczne (aula)
ul. Armii Krajowej 46
81-365 Gdynia

Zajęcia w środy:
Wydział filologiczno-historyczny Uniwersytetu Gdańskiego (aula)
ul. Wita Stwosza 55
80-952 Gdańsk

Telefon

+48 507 923 209

E-mail

kontakt@szkolabiblijna.gda.pl

Numer konta:

SANTANDER
17 1090 1102 0000 0001 3465 7428

W tytule przelewu prosimy podać:
Imię i nazwisko z dopiskiem Szkoła Biblijna
Koszt: 120 zł / semestr

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
62 0.10930514335632