TWOJA SZKOŁA BIBLIJNA

Dla zainteresowanych Pismem Świętym

27 lutego 2020

Oddychanie Słowem

Kamień na kamieniu

Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia». (Łk 19,41-44)

Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa w kontrolowanej przez Rzymian Jerozolimie i całej Palestynie sytuacja powoli wymykała się spod kontroli. Władzę sprawowali mianowani przez rzymskiego cesarza prokuratorzy, często nieudolni i niepotrafiący utrzymać porządku na podległych sobie terenach.  W kraju robiło się coraz bardziej niespokojnie. Nasilało się rozwarstwienie ekonomiczne: część społeczeństwa bogaciła się, natomiast większość ubożała. Nawet wśród klasy kapłanów istniał podział na tych lepiej sytuowanych, więcej znaczących i tych, którym powodziło się gorzej. Żydzi nie byli też zgodni co do stosunku do rzymskiego okupanta: istniała grupa lojalnych poddanych, zawsze wiernych cesarzowi, na drugim biegunie znajdowali się zdeklarowani przeciwnicy najeźdźcy, a pomiędzy nimi byli jeszcze Żydzi bardziej ostrożni i umiarkowani w swoich poglądach politycznych, nie opowiadający się ani za Rzymem, ani za żydowskimi ekstremistami. Do tego dochodziły podziały na tle religijnym. Przede wszystkim obok wyznawców religii Mojżeszowej w kraju mieszkało wielu pogan. Poza tym byli też zhellenizowani Żydzi, którzy porzucili wiarę swoich ojców. Z kolei wśród religijnych Żydów tworzyły się coraz to kolejne odłamy i ugrupowania, które nierzadko wzajemnie się zwalczały. W takich okolicznościach doszło, między innymi, do uwięzienia świętego Pawła i stracenia Jakuba, brata Pańskiego: wyznawcy Chrystusa byli uważani przez Żydów za niebezpieczną sektę, której należy się pozbyć.
W Palestynie często wybuchały zamieszki i rozruchy. Oprócz zadawnionych konfliktów, jak na przykład ten pomiędzy Żydami a Samarytanami, ich przyczyną stawali się też kolejni samozwańczy „zbawiciele”. Od czasu do czasu pojawiał się ktoś, kto twierdził, że jest oczekiwanym mesjaszem i pociągał za sobą mniejsze lub większe grupy zwolenników. Rzymscy żołnierze oczywiście krwawo rozprawiali się z wszystkimi takimi wichrzycielami. Grasowały też bandy pospolitych przestępców, którzy okradali i mordowali pielgrzymów przybywających na święta do Jerozolimy.
W 66 roku w Cezarei doszło do starć pomiędzy ludnością żydowską i pogańską. Rozruchy szybko przekształciły się w antyrzymskie powstanie. Rebeliantom udało się zdobyć kilka strategicznych obiektów w Jerozolimie, a nawet pokonać rzymskie oddziały wysłane do stłumienia buntu. Rzymianie i zwolennicy okupanta musieli uciekać z Jerozolimy, a przywódcy powstania wraz z umiarkowanymi Żydami stworzyli w mieście coś na kształt tymczasowego rządu w chwilowo niepodległym państwie. Porażka w bitwie z powstańcami była oczywiście potworną zniewagą dla Rzymian, której cesarz nie mógł pozostawić bez odpowiedzi. Wysłał do Palestyny wielotysięczne wojska dowodzone przez Wespazjana, które od północy sukcesywnie zajmowały kolejne żydowskie miejscowości.
Pogromcy powstania na koniec – jak wisienkę na torcie – zostawili sobie Jerozolimę. Podbój miasta na kilka lat powstrzymało jednak samobójstwo Nerona i destabilizacja w Cesarstwie Rzymskim. Dopiero kiedy nowym cesarzem w 69 r. został Wespazjan, dotychczasowy dowódca wojsk walczących z rebeliantami, rozkazał on swemu synowi, Tytusowi, zdobyć Jerozolimę. W międzyczasie sytuacja w Świętym Mieście bardzo się pogorszyła. Nie dość, że w okupowanej stolicy roiły się rzesze uciekinierów z terytoriów zajętych przez Rzymian, to jeszcze w ciasnej przestrzeni rozpychali się między sobą trzej niezależni przywódcy żydowskiego powstania. Mimo zagrożenia zewnętrznego nie przestawali oni spierać się między sobą, do tego stopnia, że jedni drugim niszczyli zapasy żywności zgromadzonej na czas okupacji miasta.
Przez cały czas powstania w Świątyni kapłani codziennie składali nakazane ofiary. Pewnego dnia jednak w mieście zabrakło zwierząt i ogień na ołtarzu świątynnym wygasł na zawsze. Wkrótce dowodzone przez Tytusa wojska wkroczyły do Jerozolimy. Dziewiątego dnia miesiąca av (na przełomie lipca i sierpnia) Świątynia Jerozolimska została ograbiona, spalona i zrównana z ziemią. Niedługo potem upadła cała Jerozolima. Nieliczni powstańcy, którym udało się schronić w okolicznych twierdzach, bronili się jeszcze przez kilka lat: ostatni punkt oporu, twierdza Masada, został zdobyty przez Rzymian w 73 roku. Państwo żydowskie przestało istnieć.

Joanna Czech

 

Widzicie to wszystko? Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. (Mt 24,2)

Nie ma na świecie drugiego takiego miejsca jak Jerozolima. Jest ona miastem wyjątkowym nie tylko dla nas, współczesnych chrześcijan. Od wieków była, i nadal pozostaje, miastem świętym, wytęsknionym, szczególnym i jedynym dla wszystkich potomków Abrahama.
Historię starożytnej Jerozolimy znamy z ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Biblijne dzieje miasta kończą się jednak ok. 70 r., wraz ze zniszczeniem Świątyni i spaleniem żydowskiej stolicy. Co działo się później? Jak zmieniało się oblicze świętego Jeruzalem przez pierwsze wieki po Chrystusie?
Po stłumieniu powstania i zniszczeniu miasta przez Rzymian Jerozolima nie była już miastem żydowskim. Większość jej mieszkańców zginęła z rąk okupantów, a ich miejsce zajęli rzymscy najeźdźcy: żołnierze i urzędnicy z rodzinami i służbą. W mieście pozostali nieliczni Żydzi, próbujący odbudować swoją egzystencję w ruinach i na obrzeżach Jerozolimy.
W pierwszej połowie II w. wybuchło kolejne powstanie żydowskie, dowodzone przez Szymona Bar-Kochbę. Zostało ono ponownie stłumione, tym razem przez rzymskiego cesarza Hadriana. Nowy imperator nie poprzestał na spacyfikowaniu buntowników: zmienił nazwę miasta na Aelia Capitolina, a Judeę przemianował na Palestynę. Wprowadził też zakaz przebywania Żydów na terenie ich dawnego świętego miasta. Do stolicy zaczęli napływać zhellenizowani mieszkańcy Palestyny: poganie greckiego i syryjskiego pochodzenia. Oczywiście nadal mieszkali tam też rzymscy prominenci. Miasto szybko zapomniało o dawnym kulcie Boga Jedynego, a zwróciło się w kierunku pogańskich bożków, przede wszystkim Zeusa i Afrodyty.
W zaułkach nowej, kosmopolitycznej metropolii można też było jednak napotkać przedstawicieli dwóch mniejszości wyznaniowych: Żydów, którzy powoli wracali do Jerozolimy, kiedy przestał obowiązywać zakaz Hadriana oraz chrześcijan. Obie grupy skupiały się w okolicach wzgórza Syjon. Niektórzy badacze uważają, że w miejscu uznawanym dziś przez Żydów za grób króla Dawida w tamtych czasach znajdowała się synagoga żydowskiej wspólnoty jerozolimskiej. Obok nich mieszkali judeochrześcijanie, do których stopniowo dołączali wyznawcy Chrystusa pogańskiego pochodzenia. Według tradycji centrum tej wspólnoty był kościół Apostołów na Syjonie.
W 325 r. rzymski cesarz Konstantyn uznał chrześcijaństwo za pełnoprawną religię. Rok później jego matka, Helena udała się do Jerozolimy i odnalazła tam krzyż, na którym umarł Jezus oraz grób, do którego złożono Jego ciało. Od tej pory aż do muzułmańskiego podboju w 638 r. Jerozolima pozostawała miastem przede wszystkim chrześcijańskim. Źródła historyczne i archeologiczne wskazują, że jego nowi mieszkańcy odcięli się od historii i kultury swoich poprzedników, zarówno pogańskich jak i żydowskich. Bizantyjska Jerozolima budowała swoje fundamenty na młodej, chrześcijańskiej religii.
Skąd wywodziła się nowa ludność miasta? Nie będzie zbytnią przesadą powiedzieć, że ze wszystkich stron świata. Chrześcijańska, bizantyjska Jerozolima przyciągała mieszkańców nie tylko okolicznych terenów. Coraz liczniej przybywali tam pielgrzymi z całego Imperium Rzymskiego, a także spoza jego granic. Niektórzy zostawali tam na kilka lat, inni na całe życie. W V w. na obrzeżach Jerozolimy znajdowało się nawet obozowisko chrześcijan pochodzenia arabskiego, których biskupem był konwertyta Petrus Aspebetus, dawny przywódca jednego z plemion Arabów.
Wcześniej językiem Jerozolimy była greka, jednak z czasem pielgrzymi z Zachodu zaszczepili w mieście łacinę. Najstarszy odnaleziony napis po łacinie: „Domine ivimus” (Panie, przybyliśmy) został wyryty na kamieniu, który dziś znajduje się w fundamentach Bazyliki Grobu Pańskiego. Niektórzy pielgrzymi pozostawili też po sobie wspomnienia – dzienniki z podróży do Jerozolimy. Najwcześniejsze takie zapiski pochodzą z pierwszej połowy IV w. i stanowią cenne źródło wiedzy o wczesnej tradycji chrześcijańskiej. Posłużyły one na przykład jako wskazówka przy identyfikowaniu miejsc kultu pierwszych chrześcijan związane z wydarzeniami z życia Jezusa. Zakonnica Egeria, która odwiedziła święte miasto ok. 380 r., wspomina między innymi o procesjach pątników z Bazyliki Grobu Pańskiego na Syjon i Górę Oliwną (podaje nawet, że pielgrzymi mogli zaopatrzyć się w specjalne mapy na tę okoliczność). Innym ważnym źródłem informacji o chrześcijanach tamtych czasów są liczne inskrypcje zachowane wyryte w murach. Od wczesnego okresu bizantyjskiego w Jerozolimie istniała też niewielka wspólnota Ormian, która miała własnego biskupa i raczej trzymała się z boku od reszty chrześcijan.
Czy wśród wyznawców Chrystusa było jeszcze w Jerozolimie miejsce dla rdzennej, żydowskiej ludności? Okazuje się, że tak. Być może nawet podjęli oni próbę odbudowy Świątyni w połowie IV w., uzyskawszy zgodę cesarza Juliana Apostaty na to przedsięwzięcie. Istnieją zapisy (jednak nie są one historycznie pewne), według których podjęto prace przy odbudowie, które jednak zostały przerwane przez pożar i trzęsienie ziemi w 363 r. Z kolei cesarzowa Eudocja, która zamieszkała w Jerozolimie po rozstaniu z mężem, Teodozjuszem II ok. 440 r. wydała Żydom pozwolenie na odprawianie modlitw na ruinach Świątyni. Istnieją też dowody archeologiczne na to, że w pierwszych wiekach naszej ery do Jerozolimy pielgrzymowali nie tylko chrześcijanie, ale również wyznawcy religii Mojżeszowej. Odkryto pamiątki sprzedawane żydowskim pielgrzymom: buteleczki, być może na wodę ze świętego miasta, z wyobrażeniem menory (chrześcijańscy pielgrzymi też mogli kupić „swoją” wersję takich butelek, tyle że z krzyżem lub symbolem Bazyliki Grobu). Ostatnio archeolodzy odnaleźli też w okolicach Wzgórza Świątynnego monety, fragmenty zdobień zwojów Tory i inne elementy wskazujące na obecność Żydów i żydowskich pielgrzymów w chrześcijańskiej Jerozolimie w czasach bizantyjskich. I tak było do VII w., kiedy Palestynę podbili muzułmanie. A od wieków, niezmiennie, serca kolejnych pokoleń dzieci Abrahama, porusza ta pieśń pielgrzymia w obliczu miasta świętego:

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.
Jeruzalem, wzniesione jak miasto
gęsto i ściśle zabudowane.
Do niego wstępują pokolenia, pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela
wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.
Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.
Ze względu na moich braci i przyjaciół
będę wołał: "Pokój z tobą!"
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie. (Ps 122)

Joanna Czech

 

Język aramejski to trzeci, obok hebrajskiego i greckiego, język Pisma Świętego. Pojawia się on w Starym Testamencie, w księgach Ezdrasza i Daniela. Niektóre zwoje odnalezione w Kumran są spisane po aramejsku. W Ewangelii również zostały wplecione aramejskie nazwy własne, jak Golgota, Betsaida czy Betesda. Niektóre z wypowiedzi czy słów użytych przez Jezusa ewangeliści również z jakiegoś powodu pozostawili w języku aramejskim, np. „talitha kum”, czy „effatha”. Znamy też aramejski odpowiednik imienia świętego Piotra: „Kefas”, czyli skała.
Język aramejski jest językiem semickim, zbliżonym do hebrajskiego. Uznaje się, że powstał on pod koniec XI w. przed Chr. wśród Aramejczyków. W VII w. przed Chr. był on już powszechnie używany na Bliskim Wschodzie: w Asyrii, Babilonii, Imperium Perskim. Co prawda po podbojach Aleksandra Wielkiego ustąpił on miejsca grece, jednak pozostawał w powszechnym użyciu aż do VI wieku naszej ery i podbojów arabskich. Język aramejski wykształcił swój alfabet, czyli 22 symbole na oznaczenie spółgłosek, który zastąpił wcześniejsze pismo klinowe. Podobny alfabet przyjął się też w języku hebrajskim, wraz z zasadami zapisu: od prawej do lewej i z pominięciem samogłosek.
W wyniku wysiedlenia babilońskiego w VI w. przed Chr. język aramejski stał się też powszechnym językiem wśród Żydów.
Mimo że hebrajski nadal pozostawał językiem Pisma Świętego, liturgii i klas wyższych, to w czasach Jezusa nie używało się go na co dzień. Osoby niewykształcone, których w społeczeństwie była zdecydowana większość, mogły w ogóle nie rozumieć hebrajskiego, dlatego podczas czytania ksiąg świętych w synagogach potrzebny był tłumacz. Powstawały też przekłady Biblii Hebrajskiej na język aramejski, tzw. Targumy. Aramejski był ponadto ważnym językiem kultury żydowskiej po upadku Świątyni Jerozolimskiej: Jerozolimski i Babiloński Talmud, niektóre midrasze, teksty rabiniczne, komentarze biblijne oraz modlitwy (np. kaddish – modlitwa za zmarłych) i dokumenty żydowskie (jak tradycyjny tekst ketubah, czyli kontraktu małżeńskiego czy get – listu rozwodowego) są napisane po aramejsku. Nawet dzisiaj studenci tradycyjnych szkół talmudycznych (jesziwy) pochylają się nad oryginałami starożytnych tekstów w języku aramejskim!
Od ok. 2 w. przed Chr. język aramejski zaczął dzielić się na różne dialekty. Rozwinął się między innymi dialekt syryjski (wraz z odmiennym alfabetem), który stał się językiem wspólnot chrześcijańskich zamieszkujących m.in. tereny dzisiejszej Turcji. W czasach od 3 do 7 w.  powstało wiele dzieł literatury chrześcijańskiej w języku syryjskim. Pozostaje on do dzisiaj językiem liturgicznym chrześcijan w Syrii, Libanie i Iraku. Różnymi odmianami języka określanego jako neo-aramejski wciąż posługują się nieliczne społeczności żydowskie i chrześcijańskie w odległych zakątkach Iraku, Turcji, Iranu czy Syrii, jednak w wyniku emigracji zarówno Żydów jak i chrześcijan z tych terenów dialekty te powoli wymierają.

Joanna Czech

 

Kiedy myślimy o Piśmie Świętym, to w pierwszej kolejności dzielimy go na Stary i Nowy Testament. Najprościej rzecz ujmując, Nowy Testament mówi o Jezusie, a Stary – o tym, co było przed Jezusem. Być może nie zastanawiamy się głębiej, jakie bogactwo i jaka różnorodność kryje się w tym, co tak łatwo zamknąć w paru słowach: Stary Testament i Nowy Testament. Cała księga, którą teraz trzymamy w rękach, nazywa się bardzo prosto: Biblia, ale historia jej powstawania wcale prosta nie jest. Zanim uformowała się ta księga, która jest dla nas tak bliska i tak dobrze znajoma, przeszła ona wiele przemian: od ustnej tradycji, przez manuskrypty spisywane najpierw na zwojach, a później w formie kodeksów, po tłumaczenie z oryginału na obce języki i masowy druk. A jednocześnie „ani jedna jota, ani jedna kreska” nie zmieniła się przez te wszystkie wieki w Świętych Pismach.
Oczywiście nam, jako chrześcijanom, bliższy jest Nowy Testament, i mamy też całkiem dokładną wiedzę na temat historii jego powstania. Rzeczywiście, sprawa jest tu dosyć prosta: wszystkie księgi Nowego Testamentu zostały spisane w ciągu kilkudziesięciu lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Kryteria, na podstawie których włączono pewne pisma do kanonu Nowego Testamentu, a inne pominięto, są również dobrze znane. Autorstwo poszczególnych ksiąg też nie sprawia większego problemu.
Inaczej ma się jednak rzecz z księgami Starego Testamentu. Nie wiadomo, kiedy powstały poszczególne jego księgi w takiej postaci, w jakiej są obecnie znane – w ich ostatecznej formie pisemnej. Nie wiadomo tym bardziej, kiedy wykształciły się ich pierwowzory przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Nie wiadomo, kto i kiedy zaczął tę ustną tradycję utrwalać na piśmie. Zagadką jest również, kto, kiedy i dlaczego wybrał akurat te księgi, a nie inne, i jak to się stało, że różne historie, spisywane przez wiele wieków, w pewnym momencie połączyły się w całość.
Żeby móc lepiej zrozumieć Stary Testament, warto sięgnąć do jego źródła, którym jest Biblia Hebrajska, po hebrajsku: Tanach. Trzeba mieć świadomość, że katolicki Stary Testament nie pokrywa się w stu procentach z Biblią Hebrajską. Przede wszystkim w żydowskim kanonie Pisma Świętego znalazły się tylko te księgi, które zostały napisane w języku hebrajskim i w niewielkiej części aramejskim. Nie obejmuje on na przykład Ksiąg Machabejskich, których hebrajskie oryginały nie zachowały się, a które katolicy do swego kanonu włączyli na podstawie ich greckiego tłumaczenia w Septuagincie. Ponadto nie znajdziemy w nim ksiąg: Tobiasza, Judyty, Mądrości, Syracha i Barucha.
Słowo Tanach pochodzi od pierwszych liter trzech części, na które dzieli się Biblia Hebrajska: Tora (czyli prawo), Neviim (czyli prorocy) i Ketuwim (czyli pisma). Ten podział nie pokrywa się ze znanym nam rozróżnieniem na księgi historyczne, mądrościowe i prorockie Starego Testamentu. W skład Tanach wchodzą 24 księgi. Niektóre księgi w Tanach stanowiące całość, w Biblii katolickiej zostały podzielone na części (np. w Biblii Hebrajskiej jest jedna Księga Dwunastu Proroków Mniejszych, a w chrześcijańskim Starym Testamencie, każdy z tych proroków ma oddzielną księgę).
Kiedy zostały spisane poszczególne księgi Tanach? Na to pytanie badaczom nie udało się jeszcze udzielić jednoznacznej odpowiedzi. I pewnie nigdy się nie uda, gdyż nawet poszczególne księgi, na przykład Księga Rodzaju czy Proroka Izajasza, mogą zawierać fragmenty pochodzące z różnych okresów. Na jakiej podstawie bibliści określają, które księgi lub fragmenty ksiąg powstały wcześniej, a które później? Pierwszą wskazówką są różne tradycje przedstawione w księgach. Na przykład opis stworzenia świata, który znajduje się na początku Księgi Rodzaju, przedstawia – zdaniem badaczy – tradycję późniejszą względem opisu stworzenia świata podanego w jej drugim rozdziale. W samej Księdze Rodzaju bibliści doszukują się czterech różnych tradycji, a więc czterech kręgów autorskich i okresów jej spisywania.
Kolejną wskazówką umożliwiającą datację ksiąg Pisma Świętego jest wiedza historyczna pochodząca z innych źródeł oraz archeologia. Jeśli w jakiejś księdze znajdują się odniesienia do wydarzeń znanych z historii pozabiblijnej (np. do podbojów asyryjskich czy czasów hellenistycznych), pozwala to na umiejscowienie tej księgi w konkretnym czasie.
Pewną pomocą w datowaniu ksiąg biblijnych jest historia języka. Hebrajski, jak każdy inny język, przez wieki ulegał zmianom i na podstawie tych zmian można stwierdzić, które księgi pochodzą z wcześniejszego okresu, a które z późniejszego. Niektóre księgi Biblii Hebrajskiej zawierają zapożyczenia z języka aramejskiego, perskiego czy nawet greckiego, co sugeruje, że powstały po okresie niewoli babilońskiej. Fragmenty napisane starszym, klasycznym językiem hebrajskim, pozbawione tych naleciałości, a także nieco różniące się gramatyką i znaczeniem poszczególnych słów, musiały więc być spisane odpowiednio wcześniej.
W jakim przedziale czasowym powstały wszystkie księgi Tanach? Co do tego badacze też nie są zgodni. Żeby Święte Księgi w ogóle mogły być spisywane, potrzebni byli skrybowie, którzy potrafili pisać. W Izraelu istnieli tacy wykształceni pisarze, pracujący w sądach i przy świątyni. Niektórzy historycy uważają, że księgi spisywano głównie w czasach niepodległości i pokoju, czyli w okresie monarchii izraelskiej i później po powrocie z niewoli babilońskiej.
Warto pamiętać, że kiedy Jezus odwoływał się do Pism i Proroków, których przyszedł wypełnić, Jego współcześni rozumieli przez to nie tyle księgi, które my znamy jako Stary Testament, ale właśnie hebrajski Tanach.

Joanna Czech

 

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32)

Zbliża się Boże Narodzenie, a po nim koniec roku. Ten czas skłania do refleksji. Chciałabym i ja skorzystać z okazji i zaprosić Czytelników do podsumowania kończącego się roku, ale konkretnie z perspektywy słowa Bożego.
Czym jest słowo Boże w moim życiu? Dlaczego tak uważnie słucham tego, co mówi do mnie Bóg? Dlaczego tak ważne jest dla mnie, by Jego słowa jak najlepiej zrozumieć, by ich nie wypaczyć, by okrywać ich najgłębszy sens? Dlaczego poświęcam czas i energię na studiowanie Bożego słowa? Czym ono dla mnie jest? Dlaczego jest tak ważne w moim życiu?
Czy w słowie Bożym odkrywam prawdę, która nadaje mojemu życiu sens? W zrelatywizowanym i skomercjalizowanym świecie odkrywam, że jedyne, co jest naprawdę, to Bóg. Tylko On JEST; reszta to „dom zbudowany na piasku” (por. Mt 7, 26). Jeśli wiernie wsłuchując się w słowa, które mówi do mnie mój Bóg, odkrywam w nich prawdę, odwieczną, niezmienną, zawsze wierną, to czy ta prawda mnie wyzwala?Jeśli popatrzę na to, kim byłem rok temu i na to, kim jestem teraz, to czy coś się zmieniło? Czy jest we mnie więcej Chrystusa? Czy mój wzrok jest bardziej w Niego wpatrzony niż rok temu? Czy moje myśli są bardziej Nim przesiąknięte? Czy jest we mnie więcej miejsca dla Niego niż przed rokiem? Czy Jego jarzmo jest słodsze, a Jego brzemię lżejsze dla mnie niż przed rokiem? Czy moja więź z Nim jest bliższa, silniejsza, głębsza? Czy On jest dla mnie ważniejszy niż był rok temu?
Kiedy przyjdę, już niedługo, do żłóbka, to przed Kim stanę? Kim dla mnie jest Ten, który się tam dla mnie narodził? Tak na serio, tak naprawdę, Kogo spotkam w tym żłóbku? Czy tylko małe, bezbronne Dzieciątko, które wzrusza? To przecież ten sam Bóg, wszechmocny i nieskończony, który do mnie codziennie przemawia w swoim słowie, przemienia moje życie, pociąga mnie do siebie, prowadzi do świętości, codziennie otula swoją miłością. To ten sam Bóg. Czy spotkam w żłóbku mego Pana?
Życzę Wam, byście w betlejemską noc odeszli od żłóbka przepełnieni taką radością, jaką przepełnili się apostołowie, kiedy w Wieczerniku ukazał się im zmartwychwstały Chrystus. I byście, przepełnieni tą radością, mówili innym, jak wtedy apostołowie: „Widzieliśmy Pana!”
Do usłyszenia w nowym roku.

Joanna Czech

 

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. (Gal 3,28)

Stolica Królestwa Północnego
Zjednoczone Królestwo Izraela nie przetrwało długo. Pretekstem dla dziesięciu plemion do oddzielenia się od Judy skupionej wokół Jerozolimy i jej Świątyni były podatki i inne ciężary nałożone przez króla Salomona, a jeszcze dośrubowane przez jego syna Roboama. Być może, gdyby Roboam posłuchał rady starców, żeby pójść na ugodę z ludem i przychylić się do jego próśb, zyskałby sobie wierność poddanych i monarchia by przetrwała. A być może wcale nie. Prawdopodobnie różnice pomiędzy potomkami synów Jakuba były już zbyt wielkie i nie do pogodzenia – jak to często w rodzinie bywa. O dalszych dziejach zbuntowanego Królestwa Północnego dowiadujemy się od – raczej nieprzychylnie do niego nastawionych – autorów biblijnych. Widzimy różnice pomiędzy Królestwami Judy i Izraela przede wszystkim na poziomie religijnym. Już pierwszy król państwa północnego, Jeroboam, zbudował w swoim kraju dwa miejsca kultu, w których umieścił złote cielce, sankcjonując w ten sposób bałwochwalstwo, a w efekcie i wielobóstwo. (Na północy dzisiejszego Izraela, u źródeł Jordanu, można oglądać pozostałości starożytnej osady, w której znajdowała się jedna z tych świątyń.) Szósty z kolei król Izraela, Omri, wybudował dla siebie nową stolicę w Samarii. Jego następca, król Achab wzniósł tam pałac z kości słoniowej i wraz z żoną Izebel uczynił z miasta ośrodek kultu bożka Baala. A potem przyszli Asyryjczycy i podbili królestwo, uprowadzając jego najznamienitszych mieszkańców. I tu urywa się ślad po północnych Izraelitach. Mówi się o nich: 10 zaginionych plemion Izraela.

Ziemia Samarytan
Po pewnych czasie dawne terytorium Izraela i Judy, jak i wiele innych krain wokół, dostało się pod panowanie Persów, którzy podzielili swoje przeogromne imperium na mniejsze jednostki administracyjne. Na terenach dawnego królestwa Dawida powstały tzw. mediny: Samaria, Judea i Idumea. Wydawałoby się, że mieszkańcy niewysiedleni do Babilonu powinni z otwartymi ramionami powitać swoich powracających z niewoli pobratymców. Ale tylko by się tak wydawało. Problem polegał na tym, że i jedni, i drudzy: i ci, co od pokoleń mieszkali na ziemiach przodków, i ci, co pielęgnowali swoją tożsamość na uchodźctwie, uważali się za prawowitych potomków Jakuba. No a przecież i jedni, i drudzy nie mogli nimi być… Żydzi powracający z Babilonu, niewątpliwie zamożniejsi, lepiej wykształceni, pragnęli odbudować świątynię w Jerozolimie i wskrzesić w niej kult Boga Jedynego. Ich zdaniem mogli tego dokonać jedynie ci spośród Izraelitów, którzy szczycili się rodowodem niesplamionym małżeństwami z przedstawicielami innych narodów. To z kolei było nie do zaakceptowania dla lokalnych Izraelitów, którzy dawno już zdążyli przemieszać się z sąsiednimi ludami. I tak każdy poszedł w swoją stronę: jedni do Judei, drudzy do Samarii. I Judejczycy i Samarytanie czcili tego samego Boga – jedni w Jerozolimie, a drudzy na górze Garizim; obchodzili też te same święta i każdy miał swoją wersję Pięcioksięgu Mojżeszowego. Pochodzili od tych samych przodków, dzielili (albo nawzajem sobie wydzierali) wspólne dziedzictwo, mieszkali w zasadzie „przez płot” i na dobrą sprawę mieli więcej podobieństw niż różnic. I może dlatego właśnie tak bardzo było im nie po drodze.

Konflikty
Samarytanie i Judejczycy nie tylko się nie lubili, ale też nawzajem zwalczali (mimo że zdarzyło się pewnego razu, że najwyższym kapłanem Judejczyków i kapłanem w nowej samarytańskiej świątyni byli rodzeni bracia). W czasach dynastii hasmonejskiej Żydzi podbili Samarię i zniszczyli jej święte miejsce na górze Garizim. W odwecie Samarytanie zbezcześcili Świątynię Jerozolimską, wnosząc do niej martwe ciała. Żydzi, którzy mieszkali dalej na północ, w Galilei, chcąc udać się na święto do Jerozolimy musieli albo nadkładać drogi, albo iść przez Samarię. Czasem czekało ich mało przyjazne – delikatnie mówiąc – powitanie Samarytan. Samarytanie uważali się za prawowiernych potomków Jakuba, jednak Żydzi im tego „przywileju” odmawiali. Nie uznawali też samarytańskich kapłanów, gdyż ci nie wywodzili się z rodu kapłańskiego. I na to wszystko przychodzi Jezus i prawowiernemu żydowskiemu kapłanowi i lewicie przeciwstawia jakiegoś Samarytanina, który nie wiadomo kim jest, oprócz tego, że bliźnim. I ten Jezus jeszcze ośmiela się mówić, że miłosierdzie jest ważniejsze od Prawa, na którym Żydzi zbudowali swoją religię. Jego poglądy uderzają w podstawy żydowskiej ideologii, więc skąd, w jaki sposób Żydzi mogą Go zaakceptować? Przecież nie takiego Mesjasza się spodziewali, który sobie gawędzi przy studni Jakuba nie dość, że z nieznajomą kobietą, to jeszcze z Samarytanką. I to wcale nie jest najbardziej „skandaliczne” z Jego zachowań…

Joanna Czech

 

Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które Ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach. (Pwt 6,6-9)

Zwoje i kodeksy
W starożytnym Izraelu księgi Biblii żydowskiej powstawały na papirusie lub pergaminie w formie zwoju zapisanego tylko po wewnętrznej stronie. Najstarsze biblijne manuskrypty, pochodzące z III-I w. przed Chr., odnaleziono w Qumran niedaleko Morza Martwego. Chrześcijanie z kolei tworzyli „kodeksy”: zapisywali arkusze pergaminu z obu stron, układali je jeden na drugim, a następnie zszywali po boku. Tak powstał np. słynny Kodeks Synajski: pochodzący z IV w. manuskrypt zawierający w zasadzie kompletne księgi Starego i Nowego Testamentu w języku greckim. Żydzi do tego formatu przekonali się dopiero kilka wieków później: najbardziej znane kodeksy biblii hebrajskiej to Kodeks z Aleppo z X w. i Kodeks Leningradzki z XI w. Oba kodeksy zawierają jeszcze jedną innowację: aparat masorecki, czyli oznaczenie samogłosek, akcentów, znaków przestankowych, końców akapitów itp. „Nowinki” te nie znalazły jednak zastosowania do celów liturgicznych. W synagogach nadal korzystano z tradycyjnych zwojów Tory, pozbawionych masoreckiej notacji (czyli zapisanych z użyciem jedynie 22 znaków odpowiadających hebrajskim spółgłoskom). Najstarszy kompletny zwój Tory (czyli cały Pięcioksiąg w jednym zwoju), znajdujący się w Bibliotece Uniwersytetu w Bolonii, pochodzi z ok. 1190 r. Po rozwinięciu zwój ma długość ok. 36 m! Z kolei najstarszy, pozostający nadal w użyciu zwój Tory pochodzi z 1. połowy XII w. Biblioteka Kongresu w Waszyngtonie zaś szczyci się posiadaniem innego, tysiącletniego zwoju Tory, który jest o tyle wyjątkowy, że jest w całości czytelny „gołym okiem”. Inne, starsze czy z podobnego okresu manuskrypty Biblii hebrajskiej są fragmentaryczne i trudne do odczytania bez użycia specjalnych technologii.

Septuaginta
Liczne diaspory żydowskie, które rozwijały się w zhellenizowanym świecie – jak na przykład w egipskiej Aleksandrii – powoli zapominały swego ojczystego języka. Dlatego bardzo przydatnym dla nich okazał się przekład najpierw Pięcioksięgu Mojżesza, a potem innych pism z języka hebrajskiego na grecki. Septuaginta – bo o niej mowa – powstała prawdopodobnie w II w. przed Chr. Legenda mówi, że jej autorami było 72 uczonych w Piśmie Żydów, stąd nazwa. Ale to raczej tylko legenda. Być może przekład został zlecony na potrzeby słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej i być może zlecającym chodziło nie tyle o tłumaczenie świętych pism żydowskich, co żydowskiego prawa. W tamtych czasach nie było niczym nowym tłumaczenie kodeksów prawnych i być może osoby nieznające religii hebrajskiej za taki uważały i ich Pięcioksiąg, który – w dużej mierze – był właśnie spisem Prawa. W efekcie jednak Żydzi żyjący w diasporach, a później również pierwsi chrześcijanie zyskali bezcenne źródło: Słowo Boże zanotowane zrozumiałym dla nich językiem. Pierwszy Kościół korzystał głównie z greckiego przekładu świętych ksiąg – z niego, raczej niż z hebrajskiego oryginału, pochodzi wiele cytatów w Nowym Testamencie. Septuagintę cytują też greccy Ojcowie Kościoła i z niej prawdopodobnie korzystał słynny żydowski filozof z I wieku badający alegoryczne znaczenie Pisma Świętego, Filon z Aleksandrii. Sami Żydzi w końcu odrzucili ten grecki przekład Pism, uznając, że nie do końca odpowiada on oryginałowi. Szczególnie po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej uważali oni za konieczne zachowanie w wiernej pamięci Słowa Bożego w jego najbardziej pierwotnym brzmieniu.

Nowy Testament
Zanim powstał Nowy Testament w takiej postaci, w jakiej jest nam teraz znany, pierwsi chrześcijanie korzystali z żydowskich świętych pism przetłumaczonych na język grecki. Pierwszy zaczął pisać swoje listy św. Paweł, potem kolejno powstawały cztery kanoniczne Ewangelie oraz wiele innych pism. Z czasem pojawiło się ich już tak dużo, że trzeba było zdecydować, które są tymi najbardziej pierwotnymi i wiarygodnymi: tymi, które powstały w kręgach bezpośrednio związanych z apostołami, które pozostawały w powszechnym użyciu w różnych wspólnotach Kościoła i które były zgodne z jego nauczaniem. W ten sposób utworzono kanon Nowego Testamentu. A co z oryginałami ksiąg, które się w nim znajdują? Poginęły – niestety, choć może jednak na szczęście. Najstarsze, fragmentaryczne rękopisy ksiąg Nowego Testamentu pochodzą z III w., natomiast najstarsze, kompletne biblie chrześcijańskie w języku greckim – z przełomu IV i V w. Choć nie mamy oryginałów ksiąg Nowego Testamentu, to manuskryptów (po raz któryś z kolei ręcznie przepisanych kopii) jest bardzo wiele, kilka tysięcy. I nie ma dwóch całkowicie identycznych. Kopiści, przepisując księgi, robili literówki, albo inne drobne pomyłki, czasem gubili niechcący jakieś słowa czy całe linijki (tym bardziej, że tekst był pisany „cięgiem”, bez przerw między wyrazami), a czasem całkiem świadomie poprawiali tekst, który wydawał im się błędnie napisany. Krytyka tekstu biblijnego zajmuje się porównywaniem poszczególnych manuskryptów i docieraniem do oryginalnego brzmienia tam, gdzie są jakieś różnice. Jeśli na przykład w jednym manuskrypcie dany fragment jest bardziej „chropowaty”, a w innym „uładzony”, to można się domyślać, że oryginalny jest ten pierwszy właśnie, który być może kopista uznał za stosowne „udoskonalić”. Można by pomyśleć, że taka drobiazgowość nie jest konieczna, bo większość tych różnic nie ma większego znaczenia dla rozumienia Pisma Świętego. Ale jednak – Słowo Boże jest wiecznie żywe, nie jest zamknięte na głucho pomiędzy twardymi okładkami Biblii i ciągle inspiruje kolejne pokolenia do podążania w głąb za jego brzmieniem. I jego odkrywanie, na różne sposoby, z użyciem również współczesnych technologii, jeśli jest szczerym i wiernym poszukiwaniem Boga, na pewno bliżej do Niego podprowadza.

Joanna Czech

 

Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu (J 1,47)

Nazwy geograficzne i nazwy narodów odnoszące się w Piśmie Świętym do potomków Abrahama i ich ojczyzny mogą budzić pewną konsternację. Raz jest mowa o Izraelu i Izraelitach, innym razem o Judzie i Żydach, a potem znowu o Hebrajczykach. Jak więc nazywał się kraj, w którym urodził się i dorastał Jezus i kim był On sam? Żydem, Izraelitą, Judejczykiem a może Galilejczykiem? Czy można tych określeń używać zamiennie, czy jednak mają one różne znaczenie? Spróbujmy przyjrzeć się im bliżej, żeby móc lepiej wyobrazić sobie świat, w którym żył i działał Mesjasz.

Izrael
Po pierwsze kto to taki lub co to takiego Izrael? Pierwotnie imię to nadał Bóg Jakubowi, synowi Izaaka, synowi Abrahama. Oznacza ono – jak doskonale wiemy – tego, który walczy z Bogiem. Później terminem Izrael zwykło się określać plemiona wywodzące się od dwunastu synów Jakubowych. Po podbiciu przez Izraelitów ziemi Kanaan każde plemię (oprócz rodu kapłańskiego) otrzymało na własność oddzielne terytorium. Królowi Dawidowi udało się te ziemie zjednoczyć w jedno królestwo o nazwie Izrael, które niestety szybko (po śmierci syna Dawida, króla Salomona) rozpadło się na dwie części: północne królestwo Izraela (10 plemion) i południowe królestwo Judy – od syna Jakuba o imieniu Juda (2 plemiona). Królestwo Izraela, z ostatnią stolicą w Samarii, istniało do 722 r. przed Chr., kiedy zostało podbite przez Asyrię. Jego najznamienitsi mieszkańcy zostali zmuszeni do opuszczenia kraju, a ci, którzy pozostali, stopniowo zmieszali się z innymi, pogańskimi narodami. Na tych terenach znajdowała się też Galilea i późniejsza Samaria, które odgrywają ważną rolę w Nowym Testamencie. Nazwy Izrael i Izraelici nie ograniczają się jednak tylko do regionu geograficznego. Izraelitami w Piśmie Świętym, również w Nowym Testamencie, określa się też wszystkich potomków Abrahama wyznających Boga Jedynego.

Juda, Judea, Żyd
Mniejsze, południowe królestwo Judy ze stolicą w Jerozolimie istniało do 586 r. przed Chr., kiedy zostało najechane przez Babilończyków, co zapoczątkowało okres niewoli babilońskiej. Kilkadziesiąt lat później, po pokonaniu Babilończyków przez Persów, król perski Cyrus II pozwolił Izraelitom powrócić na swoje ziemie. Powstały wtedy dwie prowincje podległe Persom: Samaria i Juda (i wtedy też zrodził się konflikt między mieszkańcami jednego i drugiego regionu, o którym czytamy w Ewangelii). Po hebrajsku Juda to Jehuda, po grecku Joudaia, a po łacinie Judaea – stąd nazwa Judea. Grecy nazywali mieszkańców tych ziem Joudaioi, od czego wywodzi się słowo Żyd. Słowo „Żydzi” często pojawia się w Ewangelii wg św. Jana, czasem w negatywnym kontekście, na określenie tych, którzy sprzeciwiali się Jezusowi i odrzucali Jego naukę. Niektórzy uważają, że termin używany przez Jana – Joudaioi – należałoby raczej tłumaczyć jako Judejczycy, czyli mieszkańcy prowincji Judei, żeby uniknąć antysemickich skojarzeń. Roman Brandstaetter opisuje w swoim Kręgu biblijnym, że jego serdeczny przyjaciel i towarzysz zabaw z dzieciństwa pewnego razu obraził się na niego śmiertelnie i nigdy już więcej się do niego nie odezwał, bo się dowiedział, że Romek zabił Jezusa – skoro jest Żydem.

Galilea
Galilea, jak wcześniej wspomnieliśmy, po podziale zjednoczonej monarchii Dawida znalazła się w północnym królestwie Izraela. Po jego upadku Galilea w zasadzie już nigdy nie należała do państwa żydowskiego. Hasmoneusze co prawda przyłączyli ją do swego królestwa około 100 lat przed narodzeniem Chrystusa, ale i to tylko „na chwilę”. Ludność zamieszkująca Galileę była więc wymieszana: częściowo żydowska, częściowo pogańska, chociaż być może w czasach hasmonejskich, poprzedzających przyjście Mesjasza, była ona zasiedlana przez „rdzennych” Żydów z Judei. Tak czy inaczej Judejczycy – na logikę – mieli prawo powątpiewać, „czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei” (J 7,41). Mesjasz musiał się wykazać czysto żydowskim pochodzeniem. A czy w przypadku Galilei, która nie była „od zawsze” żydowska, można było mieć taką pewność? Być może po części dlatego Łukaszowi i Mateuszowi zależało na podkreśleniu prawdziwie żydowskiego rodowodu Jezusa i tego, że narodził się – jak zapowiadały Pisma – w Betlejem, miasteczku w Judzie, z którego pochodził też sam król Dawid.

Hebrajczycy
Ten termin, określający naród izraelski, rzadko występuje w Starym Testamencie. Jest on używany w odniesieniu do tej grupy etnicznej między innymi w kontekście niewoli egipskiej. W Nowym Testamencie słowo „Hebrajczyk” dotyczy Żydów zachowujących swój język, religię i tradycje w odróżnieniu od hellenistów ulegających greckim wpływom. Hebrajczykiem nazywa siebie z dumą święty Paweł. Nie jest do końca pewne etymologiczne pochodzenie tergo słowa.

Palestyna
Nazwa Palestyna pochodzi od Filistynów – narodu, który osiedlił się w Kanaanie, u wybrzeży Morza Śródziemnego mniej więcej w tym samym czasie co naród wybrany. Nazwę tę stosowali Rzymianie na określenie podbitych przez siebie terenów w tej części świata. Współcześni Palestyńczycy to teoretycznie rdzenni mieszkańcy tamtych ziem. Historia jednak zatoczyła koło: obecny konflikt żydowsko-palestyński przypomina po części spór pomiędzy Żydami a Samarytanami sprzed wieków. To bardzo smutne, że najpiękniejsza opowieść pod słońcem – opowieść o wielkim Bożym miłosierdziu i Jego nieskończonej miłości – jest przeniknięta wieloma tragicznymi i bolesnymi wątkami: wojnami, ludobójstwami, wysiedleniami, prześladowaniami, i to nie tylko w czasach biblijnych, ale i współcześnie...

Joanna Czech

 

Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (Wj 20,3)

Być może przyzwyczailiśmy się postrzegać judaizm nieco z perspektywy chrześcijaństwa – wierzymy przecież w tego samego Boga, a nasze Pismo Święte obejmuje też księgi Biblii Hebrajskiej. Jednak judaizm, który wykształcił się, zanim na świat przyszedł Mesjasz, bardziej przypominał inne religie istniejące w tamtych czasach i w tamtych regionach geograficznych.

Jedyny czy Najwyższy?
Przede wszystkim wiara w Boga Jedynego rodziła się w świecie, w którym „obowiązywało” wielobóstwo. Starożytne narody uznawały istnienie rozlicznych bożków, przy czym każda większa zbiorowość – państwo, miasto, naród – miała jakieś bóstwo nadrzędne, które szczególnie czciła. Księgi Pierwszego Przymierza wydają się wskazywać, że – z początku przynajmniej – naród wybrany uważał podobnie: co prawda uznawał, że dla nich samych ich Bóg jest Bogiem Jedynym, ale też nie negował faktu, że inne narody czczą swoje własne bóstwa. I też, niestety, Izraelici wielokrotnie odwracali się swojego Boga, oddając się na służbę różnym „Baalom” i „Asztartom” – bożkom sąsiednich narodów. Starożytna wiara była trochę pretensjonalna: wyznaję tego boga, który w chwili obecnej jest dla mnie najbardziej przydatny. Kiedy Izraelici odchodzili od swego Boga, znęceni „świecidełkami” obcych bożków, popadali szybko w cierpienie i dopiero wtedy sobie przypominali, że to ich Bóg jest Bogiem Najwyższym i Najpotężniejszym. I wcale nie jest to podejście, które istniało jedynie w dawnych czasach! Pierwsze przykazanie pozostaje jak najbardziej aktualne i dzisiaj.

Świątynia i kapłani
Kult świątynny w starożytnym Izraelu również bardziej przypominał praktyki współczesnych mu narodów niż to, co my rozumiemy pod pojęciem nabożeństw. Przede wszystkim Świątynia w Jerozolimie, podobnie jak świątynie pogańskie z tamtych czasów, była dosłownie postrzegana jako dom zamieszkiwany przez Boga. W związku z tym do jej wnętrza mieli dostęp tylko specjalnie poświęceni kapłani. W przypadku świątyń pogańskich w centrum przybytku znajdował się posąg bóstwa, któremu przybytek był poświęcony. Kapłani mieli za zadanie temu bóstwu usługiwać: karmić, poić, kąpać, przebierać. Świątynia Jerozolimska nie posiadała podobizny Boga, ale Boża Obecność zamieszkiwała miejsce Święte Świętych. Jeśli chodzi o kapłaństwo, to w Izraelu było ono dziedziczone i ograniczone do mężczyzn wywodzących się z rodu Aarona, z pokolenia Lewiego, natomiast w innych narodach istniała możliwość nabycia tytułu kapłańskiego w inny sposób – na przykład za pieniądze.

Wiara czy prawo?
Współcześnie słowa: religia i wiara mogą się wydawać synonimami. Na pewno, jeśli się nad tym zastanowić, dla nas w religii najważniejsze jest to, że wierzymy w Boga. Wartość wiary zresztą wielokrotnie podkreślał Jezus. Tymczasem sedno judaizmu leżało nie tyle w wierze, co w przestrzeganiu prawa. Autorytetami religijnymi w starożytnym Izraelu były osoby znające Pismo i potrafiące je interpretować. W czasach Jezusa ta rola należała między innymi do faryzeuszów, do których zwracano się również tytułem „rabbi” – mój nauczycielu. Czego uczyli ci nauczyciele? Nie tyle jak bardziej kochać Boga i bliźniego, co jak dokładniej i pilniej przestrzegać Prawa. Dlatego nie mogło być zgody pomiędzy faryzeuszami a Jezusem, gdyż zasadniczo mówili oni zupełnie o czym innym.

Kiedy czytamy Stary Testament, pewne rzeczy mogą się nam wydawać niezrozumiałe. Może nas czasem oburzać brutalność niektórych praktyk czy dziwić moralność i religijność Izraelitów w starożytności. Musimy jednak pamiętać, że naród wybrany żył w konkretnej kulturze, w konkretnych okolicznościach historycznych i w konkretnym regionie geograficznym. Nie mógł więc być całkowicie zamknięty na zewnętrzne wpływy i musiał się na czymś wzorować w swojej literaturze, architekturze czy chociażby religijności. Izraelici nie byli jakimiś „ufoludkami” z innej planety, ale zwykłym narodem, jak wiele innych wokół nich, z tą tylko różnicą, że to im objawił się Jedyny, Prawdziwy Bóg. Z kolei kiedy przyszedł Jezus, Jego Syn, nauka, którą On głosił była tak rewolucyjna, tak odmienna od wszystkiego, co było Żydom znajome „od zawsze”, że dla wielu okazała się zbyt trudna do przyjęcia. Ale to dla nas nie powinna być nowość: też mamy swoje religijne tradycje, zwyczaje, z którymi być może byłoby nam trudno się rozstać, nawet gdyby stanął przed nami sam Boży Syn i zaczął nas – jak kiedyś Żydów – wzywać do nawrócenia

Joanna Czech

 

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,8)

W krótkim czasie, kiedy Judea, po powstaniu Machabeuszy w połowie II w przed Chr. i za panowania dynastii hasmonejskiej do 37 r przed Chr., cieszyła się niepodległością i wolnością religijną, wśród wiernych Żydów zaczęło dochodzić do podziałów. Z jednej było to reakcją na kontrowersyjne rządy Hasmoneuszy: ten ród kapłański złamał żydowskie prawo, łącząc władzę religijną ze świecką. Nie można było być jednocześnie arcykapłanem i królem, i nie można też było być arcykapłanem, jeśli – tak jak waleczni Hasmoneusze – miało się krew na rękach. Z drugiej zaś strony w naturze ludzkiej chyba leży, że jeśli nie ma wrogów zewnętrznych, przeciw którym można by się jednoczyć, to nadmiar energii znajduje ujście w podziałach wewnętrznych. Nic nowego pod słońcem… W każdym razie kraj, w którym narodził się Mesjasz, był już dosyć zróżnicowany pod względem religijnym. Kim byli ludzie, którzy w czasach Pana Jezusa i w okresie poprzedzającym zburzenie Świątyni Jerozolimskiej uważali się za duchowych przewodników narodu? Pamięć przetrwała o trzech najważniejszych ugrupowaniach, a wiedzę na ich temat czerpiemy głównie z Nowego Testamentu i pism historyka Józefa Flawiusza.

Saduceusze
Każdy, komu jest znana Ewangelia, słyszał o saduceuszach. Wiemy, że nie uznawali oni zmartwychwstania (Mk 12,18-27). Co więcej można jeszcze o nich powiedzieć? Saduceuszami byli najznamienitsi obywatele z kapłańskiego rodu – taka jerozolimska i świątynna elita, arystokracja. Pozostając w opozycji do dynastii hasmonejskiej, uważali się za jedynych prawowitych spadkobierców Mojżesza. Uznawali tylko Pięcioksiąg, odrzucając całkowicie późniejszą tradycję ustną. Dlatego też nie wierzyli w zmartwychwstanie, gdyż nie było o tym mowy w żadnej z pięciu ksiąg Mojżeszowych. Ponadto nie wierzyli w anioły ani demony, w nieśmiertelność duszy ani w przeznaczenie – uważali, że człowiek ma całkowicie wolną wolę, a Bóg w żaden sposób nie wpływa na ludzkie losy. Jako elita należeli do mniejszości – trzymali się Jerozolimy i raczej pozostawali zamknięci w swoim gronie, dlatego i Jezus rzadziej miał okazję się z nimi spotykać.

Faryzeusze
O wiele bardziej popularni byli faryzeusze. Można powiedzieć, że stanowili oni coś w rodzaju klasy średniej w narodzie. Posiadali wykształcenie, znali Pisma i z pewnością byli bliżej ludzi niż saduceusze. Jeśli chodzi o ich przekonania religijne, to oprócz Pięcioksięgu uznawali tradycję ustną: uważali, że Prawo spisane przed wiekami wymaga interpretacji stosownie do zmieniających się potrzeb i warunków życia. Poglądy faryzeuszy były bardziej „nowoczesne” niż saduceuszy: wierzyli w nieśmiertelność duszy, w zmartwychwstanie po śmierci, w istnienie aniołów i demonów. Uznawali też współistnienie Bożego przeznaczenia i wolnej woli człowieka i oczekiwali przyjścia Mesjasza. Po zburzeniu Świątyni linię teologiczną faryzeuszy – w dużym uproszczeniu – przejął judaizm rabiniczny. W Ewangelii Jezus najczęściej konfrontuje się z faryzeuszami właśnie, zapewne dlatego, że byli oni najbardziej liczną grupą, reprezentującą pewien konserwatyzm religijny, któremu Jezus się przeciwstawiał. Faryzeusze, podobnie jak saduceusze, byli przekonani, że to oni są prawowitymi spadkobiercami Mojżesza i „posiadają patent” na interpretowanie Prawa.

Esseńczycy
Zupełnie inną kategorię stanowili esseńczycy. Ugrupowanie to całkowicie odcięło się od kultu świątynnego, uznając, że w niczym nie przypomina już on pierwotnego ideału. Esseńczycy żyli we wspólnotach, powiedzielibyśmy dzisiaj – monastycznych. Bardzo dbali o czystość rytualną i ścisłe przestrzeganie Prawa. Wiele czasu spędzali na modlitwie, nie mieli indywidualnej własności – wszystko było wspólne. Wierzyli w zmartwychwstanie, a wszelkie zdarzenia w życiu człowieka przypisywali przeznaczeniu, negując istnienie wolnej woli. Zajmowali się studiowaniem i przepisywaniem Pism. Prawdopodobnie to im zawdzięczamy bezcenne zwoje z Qumran. Oczekiwali końca czasów i ostatecznej bitwy, którą zwyciężą sprawiedliwi, czyli – oni sami. Esseńczycy uznawali siebie za Synów Światłości, a wszystkich, którzy do nich nie należeli – za Synów Ciemności, więc z góry było wiadomo, kto – według nich – zmartwychwstanie, a kto zostanie potępiony na wieki.

Papież Franciszek, odprawiając w Zaduszki Mszę św. w Katakumbach, przestrzegał, by nikt nie uważał siebie za „chrześcijanina wysokiej klasy”. Żadna z powyższych żydowskich grup religijnych nie poznała Mesjasza, gdy przyszedł, a przecież był On Synem posłanym przez Boga, którego wszyscy oni wyznawali. Być może i teraz osoby, które uważają się za „lepszych” chrześcijan od innych i posiadających „jedyną słuszną rację”, najbardziej narażone są na niebezpieczeństwo, że nie poznają Syna Bożego, gdy przyjdzie powtórnie.

Joanna Czech

 

Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? (2 Sm 7,5)

Jezus nie posiadał żadnych nieruchomości na własność. Sam mówił kiedyś, że „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Łk 9,58). A jednak w Jego życiu różne domy odegrały ważną rolę.

Betlejem
Jezus urodził się w towarzystwie zwierząt. Być może w Jego czasach nie było to aż tak szokujące i niespotykane, jak nam się dzisiaj wydaje. Domy najbiedniejszych Izraelitów składały się z jednego pomieszczenia, w którym było wydzielone miejsce dla ludzi i dla zwierząt. W ogóle domy w czasach Jezusa służyły głównie za schronienie na noc, natomiast całe życie rodzinne toczyło się na zewnątrz. Być może więc Jezus nie przyszedł na świat w jakimś „skandalicznym” otoczeniu, ale po prostu w najuboższym z możliwych domów, jakie istniały w tamtych czasach, i to być może dość powszechnie istniały (więcej na ten temat można przeczytać w nowym, betlejemskim numerze Galilei, który ukaże się już niebawem).

Nazaret
W Izraelu są dwie pory roku: sucha i deszczowa. I chociaż domy raczej budowano podczas pory suchej, kiedy wyschnięta ziemia przypominała skałę, to mądry budowniczy musiał pamiętać, że gdy przyjdą deszcze, gliniasty czy piaszczysty grunt rozmięknie, a dom postawiony na niepewnych fundamentach rozsypie się. Jezus mówił o tym w jednej ze swoich przypowieści (Mt 7,21-29). Solidne, skaliste fundamenty były więc bardzo ważne, by dom był trwały. Czasem do budowy domów wykorzystywano naturalne jaskinie czy ściany skalne. Tak mógł też wyglądać dom Jezusa w Nazarecie: częściowo zbudowany z kamieni, a częściowo oparty na skale. Pozostałości domu, w którym prawdopodobnie dorastał, odkryto niedawno w Jego rodzinnej miejscowości. Być może Jezus, opowiadając wspomnianą przypowieść o człowieku roztropnym i nierozsądnym, miał w oczach obraz swojego ziemskiego ojca, Józefa, i solidny dom, który ten wybudował dla swojej rodziny – tak solidny, że przetrwał aż do dzisiaj.

Kafarnaum i Betania
Typowym projektem budynku mieszkalnego w Palestynie był dom składający się z czterech pomieszczeń układających się w kształt litery E. Jedna izba była długa na szerokość domu, jej zewnętrzna ściana mogła stykać się na przykład z murem miejskim, a z drugiej strony łączyły się z nią prostopadle dwa wąskie pomieszczenia z dziedzińcem pośrodku. Życie rodzinne toczyło się na dziedzińcu: tam między innymi przygotowywano posiłki. Domy były parterowe i przykryte płaskim, „lekkim” dachem, wykonanym na przykład z gałęzi, gliny i słomy. Dachy często wykorzystywano też jako dodatkową przestrzeń do odpoczynku, spania czy modlitwy – było tam przewiewniej niż w dusznych pomieszczeniach bez okien. Dlatego przy jednej ze ścian domu znajdowały się schody lub drabina, żeby można było łatwo wejść na dach, a nawet coś wnieść, na przykład nosze z paralitykiem (Mk 2,1-12). Ta scena wydarzyła się w Kafarnaum, być może w domu Piotra, którego pozostałości niedawno odkryto. W czasie, kiedy Szymon Piotr żył i gościł w swoim domu Jezusa, budynek ten – jak inne domy w okolicy – był pozbawiony ozdób i udogodnień: wykonany z kamieni, nieotynkowany i bez podłogi, a jedynie z ubitą ziemią służącą za posadzkę.
Można przypuszczać, że dom rodzeństwa: Łazarza, Marty i Marii w Betanii, który Jezus czasami odwiedzał, również był wykonany według tradycyjnego projektu, z trzema zamkniętymi pomieszczeniami i dziedzińcem służącym za kuchnię pośrodku (Łk 10,38-42). Możemy sobie wyobrazić, że gdy Jezus nauczał w jednym z pokoi, z Marią zasłuchaną u Jego stóp, w tym czasie Marta krzątała się po dziedzińcu, gdzie znajdował piec do chleba i pewnie ognisko, i gdzie było duszno i gorąco. Nie słyszała, o czym mówi Jezus – była na zewnątrz, widziała tylko, że goście, którym co jakiś czas donosiła potrawy, wygodnie odpoczywają, kiedy ona haruje. Z pewnością miała więc inny punkt widzenia niż jej siostra.

Jerozolima – Wieczernik, dom Kajfasza, Pretorium
Na Ostatnią Wieczerzę Jezus wybrał sobie dom położony w zamożniejszej części miasta, w tzw. górnej Jerozolimie. Nie wiadomo, kto był właścicielem tego domu, ale budynek musiał należeć do zasobnej osoby, ponieważ, oprócz niezbędnych pomieszczeń, zawierał również dużą, gościnną salę na piętrze, zapewne przewidzianą na częste uczty dla dużej liczby osób.
Ostatnią noc Jezus spędził również w bogatej, willowej dzielnicy Jerozolimy, zamieszkałej przez najznamienitszych obywateli. Domy w tamtej okolicy naśladowały rzymski styl architektoniczny. Były zbudowane wokół dużego, centralnego dziedzińca, podłogi miały wykonane z mozaiki, a ściany pokryte freskami. Nie brakowało też takich niezbędnych elementów, jak łaźnie do  rytualnych oczyszczeń czy piwnice do przechowywania wina i żywności – w jednej z takich piwnic, w domu arcykapłana zamknięto na noc pojmanego Jezusa. Na dziedzińcu tego domu stał zaś Piotr i grzał się przy ognisku.
Zanim wyprowadzono Jezusa na drogę krzyżową, został On postawiony przez Piłatem w jego rezydencji. Wcześniej uważano, że Pretorium znajdowało się na terenie twierdzy Antonia nieopodal Świątyni Jerozolimskiej. Niektórzy badacze dowodzą jednak, że bardziej prawdopodobne jest, że rzymski namiestnik mieszkał w dawnym pałacu króla Heroda Wielkiego. Jeśli tak było, to Jezus wyruszył na swoją mękę z najwspanialszego, najbardziej okazałego i najbogatszego domu w całej Jerozolimie i w całej Judei. Czy nie ma w tym pewnej ironii – ziemska droga Jezusa zawiodła Go od „stajenki” po „pałac”?
W Jerozolimie był jeszcze jeden dom – dom samego Boga. Kiedy Jezus umarł na krzyżu, zasłona, oddzielająca Boga zamkniętego w Jego najświętszym miejscu, rozdarła się na dwoje, z góry na dół. I odtąd domem Boga stał się cały świat, już bez żadnych ścian i rozgraniczeń.

Joanna Czech

 

Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem (Mt 1,16)

Zdarzyło mi się niedawno uczestniczyć jako tłumacz w przesłuchaniu pewnego Amerykanina. Miał on na początku podać do protokołu imię ojca. Zaskoczony, dłuższą chwilę szukał w pamięci, jak to też miał na imię ten jego ojciec. Dziwne, prawda? Wydawałoby się, że znajomość imion rodziców jest absolutnym minimum wiedzy o swoich przodkach. Ale co kraj, to obyczaj... Choć można też zauważyć rozwijającą się modę n

Zobacz

 

Słówko na dziś

j. grecki
νύξ noc (nyks)

j. hebrajski
dl;y" zrodzić (jalad)

 

Artykuły

» więcej artykułów

Szkoła Biblijna Archidiecezji Gdańskiej

Zajęcia we wtorki:
Gdańskie Archidiecezjalne Kolegium Teologiczne (aula)
ul. Armii Krajowej 46
81-365 Gdynia

Zajęcia w środy:
Wydział filologiczno-historyczny Uniwersytetu Gdańskiego (aula)
ul. Wita Stwosza 55
80-952 Gdańsk

Telefon

+48 507 923 209

E-mail

kontakt@szkolabiblijna.gda.pl

Numer konta:

SANTANDER
17 1090 1102 0000 0001 3465 7428

W tytule przelewu prosimy podać:
Imię i nazwisko z dopiskiem Szkoła Biblijna
Koszt: 120 zł / semestr

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
62 0.14105987548828