Czytania liturgiczne: Ez 33, 7-9; Rz 13, 8-10; Mt 18, 15-20
Aktualne, niedzielne czytanie z Księgi proroka Ezechiela, to kolejne i bardzo intrygujące słowa z punktu widzenia osób, deklarujących służbę Bogu, a może w spośród nich w szczególności tych, pełniących wysokie urzędy. Treść tego tekstu, to bowiem kontynuacja, ale i komplementarny wątek do treści Ewangelii z 21 i 22 Niedzieli zwykłej. Bo tam, Jezus zwraca się do Piotra, którego ze względu na jego wiarę, określił fundamentem budowanego przez Siebie Kościoła. To na jego ramieniu, Syn Boga żywego położył klucze Królestwa. A jest ono duchowe. Z jednej strony, usłyszeliśmy od Jezusa o wyróżnieniu Piotra spośród innych uczniów. A, kiedy już Piotr został obdarowany posłannictwem i urzędem jednocześnie, to mogliśmy nabrać wątpliwości, co do trafności tego wyboru, a przynajmniej o przedwczesnym wyróżnieniu. Było to wtedy, gdy po zapowiedzi Nauczyciela, o mającej się dokonać ofierze z Jego własnego Istnienia, Piotr próbował odwodzić Jezusa od tego planu. Wtedy, gdy Jezus patrząc na Piotra, zdecydowanie i twardo kazał szatanowi iść precz, mogło się pojawić pytanie w głowie człowieka wiary, czy aby Piotr zasługiwał na to, by wziąć z rąk Jezusa godność urzędu i misji przewodzenia ludziom wiary. Historia Piotra, zapisana treścią Ewangelii z ostatnich dwóch Niedziel, jasno i wyraźnie mówi: im wyższy urząd, tym większej skali błąd może być udziałem takiej osoby. Choćby kierowała nią wyłącznie dobra wola i pragnienie zaoszczędzenia drugiej osobie cierpień, bólu, wstydu, to i tak, jej wyobrażenie o tym, co dobre, także w odniesieniu do innych i siebie samej, może być sprzeczne z Dobrem Boga i Jego Planem. Taki jest wydźwięk obu przywołanych tekstów ewangelicznych o Piotrze.
Ewangeliczne teksty z minionych dwóch Niedziel, to ostrzeżenie dla wybranych w Kościele, a inaczej określając adresatów tych ewangelicznych ostrzeżeń: dla tych, którzy innych, ze względu wyłącznie na pełnione przez nich urzędy, mogą mieć za wybranych. Bo, sam urząd nikogo nie zwalnia z tego, by każdym działaniem i nawet, każdym słowem posługiwać się z rozwagą i namysłem, dążąc do prawdy o Dobru, i poddając się prawdzie o Dobru. Bo, z punktu widzenia niedzielnej Liturgii Słowa, samo wybranie, namaszczenie, pomazanie i obdarzenie urzędem w Kościele nie oznacza, że osoba ta będzie żyła w pełni Bożej godności. Nie oznacza to też, że pamięć o niej, będzie chwałą i dla niej, i przede wszystkim, że pamięć o nich będzie chwaliła Boga.
Ewangelia z Dwudziestej Trzeciej Niedzieli zwykłej, w połączeniu z duchowym przekazem Liturgii Słowa z ubiegłych dwóch Niedziel wyjawiają, kiedy wysoka godność urzędu w Kościele i chwała z jego nabycia przez człowieka, będą tożsame.
Już właściwy kontekst tego, jak rozumieć pozycję i urząd Piotra w nowo budowanym przez Jezusa Kościele, dało nam wspomnienie Eliakima, który w relacji proroka Izajasza otrzymał klucze królestwa. Powołany on został na wysoki urząd przez Boga i za sprawą proroka Izajasza, zastępując na nim Szebnę. Wszystko to w związku z doskonałą postawę Eliakima jako człowieka wiary. Jednak, jak wyjawia to historia biblijna, mimo początkowo Bożej postawy, Eliakim nie zakończył swojego istnienia chwalebnie i utracił Boże błogosławieństwo. Stało się tak dlatego, że zastąpił niezachwianą wiarę i wierność Dobru nepotyzmem, zatem nie dbając o Dobro, ale o to, co dobre po ludzku i w codziennej, używając Pawłowej nomenklatury: cielesnej wizji tego, co dobre.. A tu, warto przypomnieć sobie mocno brzmiące stwierdzenie Jezusa, gdy retorycznie pytał On o to, któż jest Jego siostrą czy bratem czy matką – bo kontekstem tego pytania jest właśnie wierność i służba Dobru, nie bacząc na oczekiwania, żądania innych, choćby wzmocnionych więzami krwi. Nic nie powinno człowieka wiary odrywać od Dobra, a w szczególności człowieka, pełniącego wysoki urząd w Kościele.
Urząd nie jest cechą człowieka, ale jego zadaniem
Tej Niedzieli, już nie prorok Izajasz relacjonuje zdarzenia biblijne i opisuje istotę i funkcji, i urzędu, pełnionego przez Eliakima. Teraz, czyni to Ezechiel, a Kościół przywołuje jego słowa tej Niedzieli. Słowa proroka, to jak biblijny refleks drogi Mojżesza i całego Izraela do Kanaan. Bóg wskazuje i Ziemię Obiecaną i drogę do niej, ale nie każdy chce się poddać jej wymogom, co oddala nie tylko tę osobę, ale całą wspólnotę od spełnienia się Dobra w Bożym Planie dla wszystkich. Tekst pierwszego czytania, to jak biblijny refleks obejmowania przez Izraela w posiadanie Ziemi Obiecanej za dni Jozuego, kiedy powodzenie w tej sprawie było całe w poddaniu się wszystkich władzy Jozuego, a on we wszystkim był wierny Bogu. Niedzielny tekst proroczy, to jak refleks istoty i źródła do jednoczenia dwunastu pokoleń już w Ziemi Kanaan za dni Dawida. On był pierwszym spośród królów, jakże podobnym do tego, Który prawdziwie, ofiarnie i cały się spełnił Dobrem. W tych trzech historiach, pozytywnych i chwalebnych, kluczem do zyskania Bożego błogosławieństwa, a z nim pomyślności, było słuchanie napomnień Boga Jedynego i, bardziej jeszcze, ich wypełnianie. W krzywym do tego zwierciadle, ukazuje się zaś historia kolejnych okresów niewoli ludu Izraela, tej asyryjskiej i babilońskiej oraz utraty ziemi obiecanej. To tragiczna i odnawiająca się brutalnie historia pomijania głosu Boga w codziennym życiu i zaprzeczania Dekalogowi w codziennym, czego tragicznym świadkiem był prorok Ezechiel, wołający z nadzieją: "Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu.” Prorok woła o spełnienie się istnienia człowieka, lidera duchowego, człowieka na wysokim urzędzie, który weźmie, prawdziwie, odpowiedzialność za Dobro innych i swoje.
Tragiczna utrata jedności, wolności, dobrobytu przez Izraela, jak dowodzili i prorocy Boży, i fakty biblijnej historii, miały ten jeden kontekst: bo, postępowanie Izraela nie było dobre, nie spełniało się całe i w pełni Dobrem Boga – zaprzeczało Dobru Boga. I udział w tym mieli wszyscy, łącznie z ludźmi, pełniącymi wysokie urzędy. A taki był odwieczny Plan Stwórcy dla Ludu Wybranego, by Jego Dobro stało się udziałem wszystkich, za sprawą chodźmy jednego człowieka, jak za dni Mojżesza, Jozuego, Dawida. Planem Boga było i nieodwołalnie jest spełnianie się Izraela i wszystkich spośród Ludu Bożego, Dobrem Boga Jedynego i to na wieczność.
To od Mojżesza, lidera duchowego, to od Jozuego i od Dawida zależało powodzenie całego Ludu, na spełnianie się przez Boga Dobrem wobec Izraela. A jednocześnie, powodzenie całego Ludu zależało od tego, jak lider duchowy, reprezentujący Boga, służący Bogu i deklarujący Bogu posłuszeństwo, będzie reagował na odstępstwa od Słowa Boga, na niewierność Prawu Bożemu wśród Ludu. Eliakim, choć był dobrze, duchowo przygotowany do pełnienia wysokiego urzędu w królestwie, będącym dziedzictwem Dawida, to nie był wierny do końca temu, czego Bóg od niego oczekiwał jako człowieka, na którego ramieniu złożył klucze Swojego Królestwa.
Pełnienie urzędu w Bożym Królestwie, zaczyna się od Dobra wśród ludzi i dla ludzi
Ta zależność, przywołana wyżej, jaka ujawniła się w relacji człowieka z Bogiem i Boga z człowiekiem, mocno dotknęła Izraela za dni proroka Ezechiela. Bo, w perspektywie historycznej, Ezechiel kierował w szczególności swoje słowa do Izraelitów, przebywających na wygnaniu w Babilonii. Jego słowa miały mieć wydźwięk pozytywny dla tych, którzy dobrze zrozumieli przyczynę ich wygnania z Ziemi Obiecanej i dla tych, którzy mieli głębokie poczucie winy w relacji do Boga i Jego Dobra. Którzy rozumieli swoje wewnętrzne odczucie kary za grzechy, swoje i innych. Wiele zależy zatem od liderów duchowych, od tego, jak oni odczytują swoje powinności wobec Boga i ludzi.
I tu, czas powrócić do głównego wątku – a mianowicie roli przewodników duchowych, a w szczególności może osób pełniących wysokie urzędy w Kościele: w czyją stronę winni się kierować, zwracając uwagę na niewłaściwe postawy, zachowanie, piętnując odstępstwa od Prawa Bożego. Przywołany przez Kościół tekst proroka Ezechiela zdaje się podkreślać, że poczucie odpowiedzialności winno kierować ich zaangażowanie i głos troski w kierunku osób nie tyle na zewnątrz Wspólnoty, ale tych we Wspólnocie – a dla nas współcześnie, w kierunku osób w Kościele. By żadne (!) względy nie powodowały, że w przypadku wybranych we Wspólnocie (Kościele), osoby pełniące wysokie w Nim urzędy nie będą zauważały błędów, polegających na odstępstwach od Dekalogu. W szczególności, dotyczy to osób, pełniących wysokie, cywilne urzędy czy nawet, innych osób pełniących wysokie i religijne urzędy, a to ze względu tylko i wyłącznie na niewłaściwie rozumianą lojalność wobec nich i Dobra Wspólnoty.
Tu warto przypomnieć sobie historię choćby proroka Eliasza i jego relacji z królem Achabem i królem Ochozjaszem oraz z królową Izebel. Bez względu na wysokość funkcji i urzędów, liderzy duchowi muszą w poczuciu odpowiedzialności za całą Wspólnotę ludzi wiary i za tamte osoby, postępujące źle, nie mogę nie podnosić krytycznego głosu, odkrywać Prawdę, bo nie wolno im odstępować od Prawdy. Ta wyzwala, a jej brak jest zniewoleniem nie tylko ukrywających Prawdę, ale całej Wspólnoty wierzących. To oni wtedy powodują związanie się Wspólnoty i a przynajmniej wielu z Niej, przecież, nie z Dobrem. Nie wystarczy zatem, by ktoś pełnił wysoki urząd do tego, żeby liderzy duchowi, żeby osoby posiadający na swoim ramieniu klucze Królestwa, czuli się zwolnieni z pełnienia swojej funkcji dobrze, czyli motywowani wiarą i według słów proroka z pierwszego z czytań z niedzielnej Liturgii Słowa. Nie wystarczy przynależność do Kościoła, nie wystarczy głośne deklarowanie tej przynależności i formalnego przywiązania do Dekalogu, by odstępstwa od Prawa Bożego, a choćby i fałszywe świadectwo o sobie i innych, by liderzy duchowi odpowiadali pozytywnie oczekiwanie takich osób, by ich nadal traktowano jako lojalnych, w dobrym, bo Bożym sensie, członków Wspólnoty (Kościoła). Bo, to byłoby czyniło wielką szkodę i im i Kościołowi całemu jako Wspólnocie.
Taki jest sens tekstu proroka Ezechiela z Dwudziestej Trzeciej Niedzieli zwykłej, wspartego całą, biblijną historią spełniania się Bożej Obietnicy co do wejścia w posiadanie Ziemi Obiecanej przez Izraela. Święty Paweł, przecież uczony w Piśmie, czyli dysponujący głęboką wiedzą starotestamentalną, mocno podkreśla, że fałszywe przyznawanie się do Dekalogu, jest zaprzeczeniem Miłości i że Miłość Boga wyraża się w spełnianiu wymogów Prawa - stąd też wzywa wszystkich i każdego (!) w Kościele do tego, by nie podążać w swoim codziennym postępowaniu, jak człowiek cielesny – czyli grzeszny, czyli zaprzeczający Dekalogowi z powodu niewłaściwego rozumienia tego, co Jest Dobrem i co Jest dobre. To musi mieć na uwadze osoba, pełniąca wysoki urząd w Kościele.
Wzrok na Dobro, nie na władzę urzędu
Liderzy duchowi winni o tym pamiętać, kierując swoją uważność do wewnątrz Kościoła, bo tak naśladują Jezusa w udzielaniu się Dobrem. On, gdy chodziło o Dobro, to twardo się oświadczał, że Dobrem przyszedł udzielać się członkom Wspólnoty Ludu Wybranego. Wydarzenie to i słowa Jezusa w odpowiedzi na błaganie Syrofenicjanki o pomoc, relacjonował święty Mateusz, tak: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom.” (Mt 15, 21-28) Jezus nawet nie poświęcał, jak się zdaje, uwagi tym, co poza Wspólnotą ludu Izraela, ale to do kapłanów i faryzeuszów mówił jako grobach pobielanych - i to nie ze względu na ich potępianie, ale by dać im jako członkom Ludu Wybranego szansę na powrót do Dobra Boga Jedynego, by również na ich postępowaniu zyskiwali Dobro wszyscy we Wspólnocie. A to, zapewnić może wyłącznie wiara w Dobro Boga i Człowieka. Ona jest warunkiem i pierwszym krokiem do spełnienia się Dobra. To, co przyłącza do Domu i do Wspólnoty i Królestwa Jezusa, to wiara człowieka. Nie deklaracja, ale postawa, jaką Jezus spostrzegł w osobie Syrofenicjanki, którą można nazwać jej przywiązaniem do Osoby Jezusa, oczekując od Niego uzdrowienia córki. A, Jezus poruszony jej wielką wiarą i trafną odpowiedzią, ostatecznie spełnił jej prośbę. Tak, ten Człowiek, będący głosem i rękoma Boga Jedynego, nie tylko udzielił pomocy Syrofenicjance, ale włączył ją i do Wspólnoty wierzących i do Ludu Wybranego. Tak, i ludzie pełniący wysokie urzędy w Kościele winni, jak się zdaje w prostym patrzeniu na duchowy przekaz biblijny, pozyskiwać innych do Bożego Królestwa - realnym i konkretnym Dobrem, a nie wyrzutami o ich braku wiary, czy nie spełnianiu się w religijnej tradycji, odbiegającej od istoty Bożego Planu dla człowieka. Ta bowiem, rozwijana już tylko przez człowieka w dalekim nawiązaniu do spraw duchowych, może być bezduszna i zamykać na Dobro.
Brak, zatem, głosu Kościoła, ustami tych, którzy na ramieniu mają klucze Królestwa, w odniesieniu, może w szczególności nawet do fałszywych autorytetów cywilnych i religijnych, ale deklarujących przynależność do Kościoła, to wielka odpowiedzialność liderów duchowych, czyli tych, mających na ramieniu klucze do Królestwa - jak to nazwał prorok Izajasz. Dobrze rozumiana odpowiedzialność, jak rysuje to Liturgia Słowa tej Niedzieli, ma wielkie konsekwencje w perspektywie spełniania się Dobra indywidualnego we Wspólnocie Kościoła i Dobra dla całego Kościoła – tu i teraz i w przyszłości. Inne podejście nie pozwoli osobom, które okazują się fałszywymi i pozornymi autorytetami, bo postępującym źle we Wspólnocie Kościoła, do którego się formalnie przyznają, na dokonanie w nich przemiany i w jej konsekwencji, na dostąpienie błogosławieństwa Bożego. A to, nie co innego, jest Bożym Planem dla wszystkich. Bo żadne urząd, ani cywilny ani religijny czy kościelny, nie jest wieczną, nieodwołalną nagrodą przed Bożym Obliczem. Brak realnej, praktycznej odpowiedzialności za Wspólnotę osób, w tym tych, na wysokich w Niej urzędach, czyni wielkie szkody, których obrazem jest biblijne tło i historia biblijna tekstu proroka Ezechiela. To wpędzać może cały Boży lud w coraz głębszą niewolę, a wtedy powrót do Ziemi Obiecanej staje się niespełnionym marzeniem. Szkody w ten sposób wyrządzane sobie i Wspólnocie będą bowiem trwały dłużej, a może nawet znacznie dłużej, niż życie osób z kluczami Królestwa na ich ramieniu. A wtedy Dobro Boże, w ten tajemniczy sposób, niewidzialny i niewidoczny nawet dla wielu w tej Wspólnocie, może mieć zamknięte drzwi do wnętrza wielu w gronie Wspólnoty ludzi wiary. W tych słowach brzmi ostrzeżenie dla wszystkich ludzi wiary, by wzięli za siebie nawzajem odpowiedzialność: "a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi – to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie.” Do tych, na wysokich urzędach, choć członków Wspólnoty wierzących, ale postępujących źle, najłatwiej trafią słowa im równych, bo na wysokich urzędach w Kościele.
Andrzej Roter
