Czytania: Ez 18, 25-28; Flp 2, 1-11; Mt 21, 28-32
Prorok Ezechiel, dla nas, otwiera tej Niedzieli niezwykłą księgę. Jest ona wypełniona prawdą o tym, co było, co jest i co będzie. Ta prawda dalece wykracza poza pojedyncze zdarzenia w życiu człowieka. Ona dotyczy wprost, całego człowieka, całego jego życia i każdego z ludzi, w każdym czasie. Zresztą, jedynie wtedy, gdy dotyczy całego człowieka i każdego z ludzi i w każdym czasie, jest to prawda o tym, co było, co jest i co będzie. To, co relacjonuje prorok Ezechiel nie jest tylko odgadywaniem tego, co było albo co jest lub co będzie pojedynczym faktem w życiu człowieka. Bo, w perspektywie ludzkiej, a nie Bożej, jakże często pojedyncze zdarzenie pozostaje faktem jedynie tak długo, jak długo nie zmieni się perspektywa patrzenia na to konkretne, pojedyncze zdarzenie. I to jeszcze wyłączając z tego rozważania i konstatacji ludzi, którzy z pozorów, całkiem świadomie tkają opowieść o niby-faktach, bo to służyć miałoby temu, co oni biorą za dobre dla siebie.
Zakotwiczenie słów proroka w tak zdefiniowanej prawdzie bierze się stąd, że spisuje on głos Boga. To głos JHWE, skierowany do człowieka wiary wtedy, gdy Izrael jest w niewoli babilońskiej. Nie jest to nowe doświadczenie Izraela, ale na nowo przeżywane. Ze względu na doświadczenie niewoli, gdy prorok mówi o wolności, nie ogranicza się do stwierdzenia faktów, czyli potwierdzenia zaistnienia konkretnych zdarzeń, jak rozumie je człowiek, czyli tych w wymiarze materialnym. On, do opisania Bożej i duchowej perspektywy wolności, posługuje się tą unikalną i bezcenną wartością, jaką jest wprost bezcenna perła: sprawiedliwość. Nie mówi o dziejowej sprawiedliwości, on mówi o sprawiedliwości człowieka w jego postępowaniu.
To sprawiedliwość w postępowaniu człowieka w pierwszej kolejności, jest wyznacznikiem dobrze spożytkowanej przez niego wolności i o tym, fundamentalnie, jest Liturgia Słowa w Dwudziestą Szóstą Niedzielę zwykłą.
Sprawiedliwość do Ziemi Obiecanej i sprawiedliwość o smaku wieczności
Sprawiedliwość, Ezechiel w jego tekście z niedzielnej Liturgii Słowa, łączy z prostolinijnym postępowaniem człowieka. Takie postępowanie człowieka, daje do zrozumienia prorok, ma połączyć go duchowo z Dobrem Boga Jedynego, w Imieniu Którego on się wypowiada. Dopiero, sięgnięcie przez człowieka wiary, osobiście i na sposób duchowy, po Dobro, jest dotknięciem i wypełnieniem wołania Boga, i Jego proroka, o sprawiedliwość. Bo nie tylko o Prawo w codzienności człowieka chodzi, ale i o sprawiedliwość w jego stosowaniu, czyli Dobra, Które wyprzedza sprawiedliwość. Bez niej, bez sprawiedliwości, Prawo może zaprowadzić człowieka tam, gdzie poprowadzili go za dni Ezechiela, współcześni mu liderzy Izraela – i król, mający reprezentować Boga wobec ludu i kapłani, mający reprezentować człowieka przed Bogiem. Przyczynili się do wyniszczenia królestwa, zburzenia Świątyni Jerozolimskiej, śmierci wielu w Judzie i niewoli pozostałych przy życiu w Babilonie.
Wołanie proroka Ezechiela o sprawiedliwość, nie jest to wołanie o wypełnienie tego, co nieznane człowiekowi, co dotąd pozostaje ukryte przed nim. Sprawiedliwość, bowiem, staje się w bardzo prosty, zrozumiały dla każdego człowieka wiary sposób: poprzez Prawo i jego wypełnianie przez człowieka, przyjmującego na siebie wszelkie konsekwencje wierności w jego postępowaniu Dobru Boga, Którego człowiek doświadczyć może na drodze wypełniania Prawa. Tymi konsekwencjami jest różnego rodzaju cierpienie: i fizyczne, i duchowe. Ono, Prawo Boże, wypełniane przez człowieka z pokorą, znamionującą wiarę w Dobru, wprowadza go całego w Bożą Obietnicę ziemi obiecanej, dobrze znaną historii biblijnej Izraela i wszystkim pokoleniom ludzi wiary w Boga Jedynego, już od dni Abrahama.
Tę ziemię, z perspektywy Boga i Stwórcy, patrzącego na człowieka, prorok Ezechiel opisuje tak: „…i dlatego na pewno żyć będzie, a nie umrze.” I tu, jak można zakładać z dużą dozą prawdopodobieństwa, człowiek zazwyczaj swoje rozumienie ziemi obiecanej kojarzący z Kanaanem, płynącym mlekiem i miodem, zderza z tą, którą człowiek miał zyskać na sposób duchowy, wchodząc w posiadanie pięknej krainy Kanaan i mając nią panować na wieki. W tym zderzeniu dwóch wizji ziemi obiecanej, to co niewidzialne z natury, stać się możne takim jedynie z dozwolenia człowieka, który jednym jest zainteresowany, a drugim gardzi, albo bagatelizuje, a co najmniej może o tym nie pamiętać.
A bliżej opisując istotę tego wirtualnego zderzania: Kanaan w Bożej perspektywie, jasno wyjawionej przez Boga na Synaju Mojżeszowi i całemu Ludowi Wybranemu, to miejsce duchowego dojrzewania człowieka wiary do osobistego doświadczenia w jego Duchu Dobra Boga, i to w całej pełni. Człowiek wiary w ówczesnym Izraelu, wypełniający Dekalog, budowałby sam i z wszystkimi innymi, wielką, mądrą i silną wspólnotę, nie tylko w wymiarze duchowym. Taka, mogłaby się oprzeć każdej potędze cywilnej, czego dowody dawała już historia biblijna Izraela, choćby ta, za dni Dawida i ta, za dni Jozuego.
A efektem takiego przeżywania istnienia w ziemi Kanaan – Dobrem Boga, tajemniczo obecnego w Dekalogu, byłoby też sięgnięcie przez człowieka po życie wieczne, na podstawie doświadczania Dobra i spełniania się Dobrem osobiście. A, doświadczanie przez człowieka Dobra na obraz i podobieństwo Boga, to przyjęcie Dobra i udzielanie się Dobrem i tylko to. To jest sprawiedliwe działanie, dające w duchu człowiekowi posmakować wieczności.
Każdy człowiek opiera się o tę samą ścianę
Bóg obiecał Abrahamowi i jego potomkom, wejście w posiadanie krainy Kanaan i zachowanie jej na wieki – pod warunkiem wypełniania przez cały lud Izraela tego, co poprzysiągł Bogu na Synaju: wierność w duchu Prawu przez niezawodne wypełnienia przykazań Dekalogu. Człowiek, jakże często pamięta obietnicę Boga, Którego ma za Dobro i dobrego, no przecież zasadnie, ale nie tak pamięta o swoim zobowiązaniu, które jest częścią Przymierza z Bogiem o Jego Dobro. To jest zresztą tragicznym, nieco ukrytym tłem dla niedzielnego czytania z Księgi Ezechiela – jest nim niewola Izraela w Babilonie, spowodowana niewiernością Prawu, objawionego Izraelowi w dniu epifanii synajskiej.
Tamto – obietnica Boga w perspektywie człowieka, jakże często wydaje się mu nienaruszalne, ale odstępstwo człowieka od obietnicy, jest jakże często przez człowieka lekceważone, bagatelizowane albo i zapominane. Jak to druzgocące dla pomyślności człowieka, obrazuje ten fakt duchowy, iż wypełnianie zobowiązań przez człowieka, polegające na stosowaniu się do Bożego Prawa byłoby powodowało, że i człowiek byłby na obraz i podobieństwo Boga. Byłby dobry! A będąc na obraz i podobieństwo Boga, człowieka istnienie również byłoby na podobieństwo bytowania Bożego: wieczne i dobre, dobre na wieczność. To, o wieczności człowiek zapomina, nie docenia jej wartości, aż do czasu zbliżenia się do granicy swojego życia w ciele, którą wcale nie jest śmierć, ale każdy grzech. Dlaczego, bo zło wchodzi w miejsce Dobra do ludzkiego ducha, a Dobro Jest jedynie wieczne, bo Bóg Jest Dobrem. Tylko Dobro w człowieku, przemienia jego istnienie w bytowanie na obraz i podobieństwo Boga. Już historia Adama pierworodnego, który doświadczał do czasu jedynie tego, co dobre w swojej codzienności, pokazała, jak trudno człowiekowi, przyjmującego to, co dobre w wymiarze materialnym, przyjąć też Dobro na sposób duchowy do swojego wnętrza, czyli na obraz i podobieństwo Boga. A, kiedy odrzuci człowiek Dobro, jak trudno człowiekowi stanąć znów w pokorze przed Obliczem Dobra, duchowego i osobowego i przyjąć Dobro na nowo do swojego ducha i zyskać Jego pełnię. To zaś warunkuje, wyłącznie, to, czy zyska człowiek przedłużenia swojego istnienia w wieczność.
Człowiek, w każdym momencie swojego życia opiera się o ścianę wieczności – nie każdy człowiek znajduje w niej drzwi. A tylko po przejściu tych drzwi, gdy człowiek dobrze korzysta ze swojej wolności, osobiście poznać może smak wieczności. A, jej smak jest tożsamy ze smakiem Dobra, do czego drogą, jedyną i pewną, jest sprawiedliwość człowieka.
Nauczyć się żyć przed Bożym Obliczem
Głos proroka Ezechiela, wyjawiający to, co jest i co będzie, ale w perspektywie duchowej i wiecznej, to o tym właśnie, można powiedzieć z definicji, jest proroctwo biblijne: to prawda o człowieku w sensie biblijnym i zbawczym, eschatologicznym i teologicznym. Prorok wyjawia proroczym natchnieniem prawdę o tym, co było, co jest i co będzie, w tak określonej perspektywie: to prawda o tym, co było, co jest i co będzie z człowiekiem, w człowieku i dla człowieka, ale przed Obliczem Boga Jedynego. Czyli w tej, jedynie trwałej perspektywie. I w tym dookreśleniu, czym jest proroctwo biblijne, co jest jego przedmiotem, do czego się ono odnosi, zdają się mieć duchową wspólność wszystkie teksty Liturgii Słowa z Dwudziestej Szóstej Niedzieli zwykłej.
Wszystkie trzy niedzielne czytania pomijają to, co dla człowieka od zarania, wydawać się może najważniejsze: myślenie o tym i spełnienie się tego, co on sam, ma za dobre i myślenie o tym, w jaki sposób i wobec kogo wykazywać się chce człowiek lojalnością w tym myśleniu, gdzie i w kim szukać ekranu dla wyświetlenia swoich intencji i zamiarów, ale i oceny o działaniu i jego efektach. A, prawdą niedzielnych tekstów liturgicznych jest to, że najważniejsze dla człowieka jest nauczyć się przeżywać swoją codzienność świadomie, gdziekolwiek i czymkolwiek miałby się zajmować, ale prawdziwie i serdecznie przed Bożym Obliczem. I, jeśli nie głęboko w duchu swoim, to z towarzyszeniem wiary w Jego Obecność i Dobro, której nawet Bóg się poddaje. Wtedy, Bóg będzie ożywianym w duchu człowieka, wtedy Bóg będzie mógł być dla żywych przez postępowanie człowieka takiej wiary, bo będzie to wypełnianie wymogów sprawiedliwości w Bożej perspektywie. Stąd, nauczenie się postępowania w codziennym życiu, ale przed Bożym Obliczem jest bezcenne z punktu widzenia prawdy o Dobru człowieka. Bo wtedy się Ono nie tylko przez człowieka, ale i dla człowieka spełni. To, w wielkim skrócie, opisuje zwycięstwo Jezusa, Człowieka, nad złem i śmiercią i więcej, bo Człowieka na wieki już dysponującego tym samym Dobrem, Które Jest wspólnością z Bogiem i Stwórcą Człowieka. Jezus, Człowiek, Który przeszedł przez życie dobrze czyniąc, to inaczej to ujmując, Człowiek przeżywający Swoje Istnienie przed Obliczem Boga – sprawiedliwie, bo dobrze, przeżywając je Dobrem. Przeżywając je nie popełniwszy grzechu, czyli tego, co złe i co w duchu człowieka próbuje zająć miejsce Dobra, ze szkodą dla życia człowieka.
Dobrze jest zauważyć, że pierwszym grzechem człowieka, odwiecznie, jak jasno wyrażała to historia biblijnego pierworodnego Adama i Ewy, jest niewiara człowieka w Dobro Boga. Jest ona tożsama z niewiarą w spełnienie się Dobra, niewidzialnego i duchowego, ale jednocześnie osobowego i konkretnego, w człowieku i dla człowieka tu i teraz, wraz z jego wewnętrzną decyzją. Człowiek, bowiem, nie po wszystko musi sięgać, bo to, co najważniejsze, może w duchu przyjąć, a jest to nieodwołalna Obietnica Boga o Dobru, Które się udziela człowiekowi. To Dobro ma imię: Jestem Który Jestem.
Wyjść poza granice pozorów doświadczenia Boga
Dziś, prorok Ezechiel rysuje obraz tego, co jest pozorem, a co prawdą o Dobru, łącząc ją z Bogiem Jedynym, duchowym i osobowym. Jak to robi Ezechiel? Łączy wszystkie wspólnoty, grupy, państwa i narody, usuwając spomiędzy nich granice, te fizyczne i pozornie trwałe, jakie sprowadzają się do formalnej przynależności do nich i do czynienia z nich tego, co miałoby być, pozornie, obroną prawdy i tego, co pozornie prawdziwie dobre.
Prorok Ezechiel usuwa granice ras, kultur, a nawet, jak należy rozumieć jego tekst, formalne, rytualne granice religii. Bo, prorok daje nam w tę, Dwudziestą Szóstą Niedzielę zwykłą do zrozumienia, że w relacji do Boga, wszyscy ludzie są równi, nikt nie może się czuć wyróżnionym z powodu przynależności. Jak pokazuje to, i potwierdza również niedzielna Ewangelia, nawet świadomość naturalnej przynależności człowieka, bo jego synostwa wobec Boga i Pana, nie zwalnia go z wierności prawdzie o Dobru, czyli o tym, co winno być dobre również w jego postępowaniu. Ta równość pomiędzy ludźmi, wynika z tej prostej perspektywy, iż to Bóg Jest sędzią ludzkim, sprawiedliwym. Wynika to z tego duchowego faktu, iż Bóg widzi każdego człowieka przez, wyłącznie Dobro, Którym On Jest. Bóg nie szuka żadnego wyłączenia i nie wyłącza z tej, sprawiedliwej perspektywy nikogo. Bo, On Sam Jest Dobrem.
A człowiek jest przewrotny, jak relacjonuje to proroczy tekst Ezechiela. Pragnie Dobra, co jest oczywistym doświadczeniem każdego z ludzi, ale postępuje on tak, by osiągnąć to, co jest dobre, bo bierze to za dobre dla siebie. Ale nie szukając prawdy, nie daje się Dobru dotknąć w duchu, albo nie trzyma się wiernie prawdy o Dobru, którą może już zna, lecz nawet świadomie, jakże często, pomija tę prawdę z powodu fałszywej lojalności choćby wobec osoby czy grupy osób, do której chce przynależeć, czy nawet z powodu tego, co nazwałby wypracowanym już, pozornie dobrym wizerunkiem własnym. A jeśli człowiek rozmija się z prawdą o Dobru, to rozmija się z Bogiem, Którym Jest całym i jedynym Dobrem człowieka. Świadome zaś trzymanie się pozorów prawdy jest wielce dewastujące i tu znów, nieważne czy jest to, pozornie wielki autorytet w świecie cywilnym, czy religijnym. A jeśli to jest ktoś spośród wysokiej hierarchii cywilnej albo kościelnej, religijnej, szkody dla tej osoby są wielkie, a dla tych, nad którymi taka osoba miałaby władzę, szkody są wielorakie i dojmujące – pierwszym jest rozrywanie relacji wspólności i wspólnoty w rodzinie, społeczeństwie, państwie, a nawet Kościele – bo nie łączy tych wspólnot prawda o Dobru Boga i Dobru człowieka.
Dziś prorok Ezechiel ostrzega tych, którzy byliby sądzili, że formalna przynależność do wspólnoty ludzi wierzących, albo i pełnienie w niej wysokiego urzędu jest zbawiające, jest zasługujące przed Bogiem, że jest przymuszające Boga do nagrodzenia tych, co szczycą się formalną, tak zwaną, walką o Boga i dobre imię, jak oni je rozumieją, wspólnoty do jakiej formalnie należą. Prorok Ezechiel brutalnie z takimi poglądami dziś się rozprawia - formalne trzymanie się Prawa bez sprawiedliwości i spełnianie Dobra, jest tyle warte, co rozrzucone przez Jezusa monety handlarzy w przedsionku świątynnym.
Jakże trudno jest wyjść człowiekowi poza granice pozorów doświadczenia Boga, jeśli dał im miejsce raz w swoim duchu. Musi tego jednak dokonać, jeśli pragnąłby doznać tego, jaki jest smak wieczności, i to już żyjąc w ciele.
Ezechiel ostrzega: konsekwencje wyborów, przed obliczem Boga są nieodwołalne
Ezechiel mówi o zbawieniu się sprawiedliwych! Kto jest sprawiedliwym? Ten, kto postępuje dobrze – bo ten odstąpił od swoich grzechów codziennych. Zbawionym, doświadczającym Boga i Jego Dobra, będzie ten, kto postępuje sprawiedliwie – bo związał swoje postępowanie z Dekalogiem. Bo związał się z Bożym Prawem, wyjawionym człowiekowi, który dotknął Bożego Ducha - Mojżeszowi. To trzeba podkreślić wszystkimi czerwieniami świata: sprawiedliwy nie oznacza walczącego pozornie o Dobro Boga. Oznacza walczącego w duchu o ożywianie Dobra, a nie o pozornie dobre imię swojej wspólnoty, dając tego dowód swoimi oskarżycielskimi, aż do brutalności, słowami o tak zwanych innych. Innych nie ze względu na to, że na nich nie patrzy Bóg i na Dobro przez nich czynione, ale ze względu na brak przynależności tamtych do wspólnoty tak, pozornie wierzących.
Nie jest mile widzianym, jak można zasadnie założyć, przed Obliczem Boga człowiek, który sam nie postępuje dobrze w codzienności, ale jest nadwrażliwy na pozorne przewiny innych, bo nienależących do tej samej wspólnoty. Ci zaś, pozornie wierni, nawet nie zauważają istoty grzechu w sensie duchowym i teologicznym – gdy tamci przecież, piętnowani przez pozornie wiernych Bogu, inaczej niż ci, nie przysięgali nigdy Bogu wierności w niczym i na jakiejkolwiek podstawie formalnej, takiej jaka wiąże ludzi z Bogiem i między sobą w ramach wspólnoty religijnej. Bóg, za sprawą proroka Ezechiela mówi, że ci ludzie, choćby nienależący formalnie do wspólnoty, jeśli będą postępować sprawiedliwie, jeśli odstąpią od swoich grzechów, czyli będą postępowali dobrze – zachowają swoje dusze przy życiu. Z kolei ten, kto był sprawiedliwy i od sprawiedliwości sam, świadomie i dobrowolnie odstąpił, doświadczy śmierci duchowej, bo nie ma w nim Dobra, duchowego i osobowego. To jest tak samo nieodwołalne, jak nieodwołalna jest obietnica Dobra dla człowieka sprawiedliwego.
Bo, taki jest owoc zła, które w duchu swoim człowiek czynił osobowym mieszkańcem, któremu pozwolił zająć swojego ducha. Mocno to winni sobie wziąć do serca ludzie wiary, a w szczególności liderzy duchowi wspólnot religijnych, by nie stwarzali pozorów sprawiedliwości i sprawiedliwego działania. By, wbrew Dobru innych, nie uczyli pozorów sprawiedliwości, pozorów prawdy i pozorów Dobra, gdyż taka edukacja prowadzi ich i ich uczniów do śmierci duszy, jak mówi dziś głośno, krzykiem wprost – prorok Ezechiel.
Może, na ich ambicję duchową ludzi wiary, a w szczególności pozornych nauczycieli i liderów duchowych, wpłynie ten fakt, o którym mówił bez ogródek Jezus do liderów duchowych, kapłanów i uczonych w Piśmie Jemu współczesnych: „Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.”
Andrzej Roter
